Archiwa tagu: Kościół

Dawco daru mocy, umacniaj mnie…

We wszelkich duchowych zmaganiach, w trudzie kształtowania męskiego charakteru oraz siły woli, trzeba koniecznie pamiętać o Tym, Który jest Źródłem wszelkich darów, Przewodnikiem Mężczyzny i prawdziwą Mocą daną mu z wysoka.

Każdego dnia warto zwracać się w modlitwie do Ducha Świętego…

Duchu Święty Boże, Duchu Ojca i Syna,
korząc się przed Boskim Majestatem Twoim,
w obliczu nieba i ziemi,
poświęcam Ci i oddaję duszę moją i ciało.
O, Duchu Święty, Dawco daru mądrości,
oświecaj mnie.
O, Duchu Święty, Dawco daru rozumu,
pouczaj mnie.
O, Duchu Święty, Dawco daru rady,
kieruj mną.
O, Duchu Święty, Dawco daru mocy,
umacniaj mnie.
O, Duchu Święty, Dawco daru umiejętności,
rozpraszaj moją nieświadomość.
O, Duchu Święty, Dawco daru bojaźni Bożej,
uwolnij mnie od wszelkiego grzechu.
O, Duchu Święty, Dawco pokoju,
obdarz mnie pokojem.
Błagam Cię, Duchu Święty Boże,
udzielaj mi mocy,
abym w każdej chwili mojego życia kierował się
dobrocią i życzliwością,
słodyczą i wiernością,
cierpliwością i miłością,
radością i wyrozumiałością.

Amen.

O tej modlitwie miał każdego dnia pamiętać bł. Jan Paweł II – wielki mężczyzna i  duchowy wojownik.

 

„Misja”. Jakie jest Twoja powołanie?

„Misja”

reż. Roland Joffé

To historia moim zdaniem szczególna. Polecam ten film nie tylko dlatego, żeby się przekonać z jakim szacunkiem agnostyk może nakręcić film o jezuitach i ich dziele w południowoamerykańskich koloniach Hiszpanii. Przede wszystkim dlatego, że jest to historia o wierze, nawróceniu i walce. Wierze tak szczerej, że posuwa się do szaleństwa miłości. Nawróceniu tak wielkim, jak wielka była nikczemność dawnego człowieka. I walce o wierność, dla której straszniejsza od śmierci byłaby pokusa zdrady. To film o losach zwykłych ludzi w wirze wydarzeń będących konsekwencją wielkiej polityki, o ludzkiej małości i wielkości, o kłamstwie w służbie chciwości i tryumfie prawdy. Film, po którym chce się zrobić coś ze swoim życiem.

Tworzymy różańcową armię. Dołącz do walki

 

Aktualnie formujemy:

2 Pluton Różańca w Toruniu

3 Pluton Różańca w Gdańsku

Jeśli chciałbyś do nas dołączyć lub zorganizować pluton różańcowy u siebie, napisz do nas na: kontakt@lewjudy.info. W temacie maila wpisz „Plutony różańcowe”.

Więcej o akcji: http://lewjudy.info/index.php/meski-rozaniec/meskiplutonrozancowy/

Żołnierz czy prorok?

2012. Rok ks. Piotra Skargi

Wyobraźmy sobie, że jest rok 2412; nie nastąpił żaden koniec świata, ludzie nadal żyją i wprowadzają coraz to nowsze formy organizacji społecznej, doskonalsze technologie, wydłużają swój wiek życia, ale też zastanawiają się, co czeka człowieka po śmierci i sprawy wiary nie przestały ich interesować. Przedstawmy też sobie przyszłych historyków, którzy badając przeszłość skupiają uwagę na „naszych” czasach przełomu II. i III. tysiąclecia. Gdy zagłębiamy się w biografię ks. Piotra Skargi, którego 400. rocznicę śmierci będziemy obchodzić 27 września tego roku, postępujemy podobnie jak ci, potencjalni za 4 wieki, badacze naszych czasów. Przyglądając się Skardze z tak długiej perspektywy próbujemy zrozumieć jego epokę, jakże różną od naszej, poznać mechanizmy wtedy działające, a tym samym odtworzyć sylwetkę jezuity, który jest zgodnie uznawany za największego kaznodzieję dawnej Polski, wybitnego pisarza i twórcę języka polskiego, filantropa i promotora zorganizowanej dobroczynności, człowieka solidarnego z ubogimi. Postać Piotra Skargi kojarzy się nam nieodparcie z natchnioną wizją królewskiego kaznodziei ze słynnego obrazu Jana Matejki. Gotowi jesteśmy nawet uznać ten romantyczny, XIX-wieczny wizerunek za niemalże „fotografię” polskiego proroka. Czy jednak Skarga z rękami uniesionymi do góry, rozwianymi, siwymi włosami i wzrokiem gromiącym możnych tego świata nie został za bardzo odrealniony?

Syn Mazowsza

 Piotr Skarga urodził się 2 lutego 1536 roku w Grójcu (gdzie w święto Ofiarowania Pańskiego A. D. 2012 został zainaugurowany ogólnopolski Rok Skargowski). Był najmłodszym dzieckiem w rodzinie Michała i Anny ze Świętków. Właściwie jego dziad i ojciec nosili nazwisko Powęski albo Pawęski, co wskazywałoby, że byli właścicielami wsi Powązki lub Powęzki. Rodzina wywodziła się prawdopodobnie z grójeckich mieszczan i została oficjalnie nobilitowana, czyli podniesiona do stanu szlacheckiego za Zygmunta III Wazy w 1593 r. „Skarga”, jak się przypuszcza, to przydomek nadany jego dziadkowi, Janowi Powęskiemu, ze względu na skłonność do skarg i narzekań, a także częste procesowanie się w sądach. Przydomek okazał się na tyle trafny, że został przyjęty przez potomków za formę nazwiska, które nie odgrywało w owych czasach tak mocnej roli identyfikacyjnej jak dzisiaj. Piotr dość wcześnie stracił rodziców, których zastąpili mu starsi bracia. Po nauce w szkole parafialnej zapisał się na Akademię Krakowską jako Piotr Michał z Grodźca (czyli z Grójca). Po jej ukończeniu ze stopniem bakałarza zostaje w 1564 r. wyświęcony na kapłana i aktywnie działa we Lwowie. Jednak „niespokojny duch” (mówi się, że miał choleryczny temperament) nie pozwala mu długo pozostawać w jednym miejscu. Wyjeżdża najpierw do Wiednia jako opiekun młodego magnata Jana Tęczyńskiego, a w 1569 r. udaje się do Rzymu, tym razem jednak z zamiarem wstąpienia do nowego wówczas zakonu jezuitów. Tutaj odbywa nowicjat a potem pogłębia i uzupełnia studia w słynnym Kolegium Rzymskim, świetnie opanowując łacinę klasyczną, Pismo św. oraz dzieła Ojców Kościoła. W przyszłości połączy staranne wykształcenie z żywym zaangażowaniem i działalnością społeczną. Jego kaznodziejstwo i pisarstwo będzie się wyróżniać solidnym przygotowaniem biblijno-patrystycznym z jednej strony, a z drugiej – podejmowaniem aktualnych wyzwań stojących przed Kościołem czasów reformacji oraz pragnieniem odnowienia społeczeństwa I Rzeczpospolitej. Pobyt Skargi w Rzymie przypada na czas tuż po Soborze Trydenckim (1545-1563), okres wprowadzania w życie ważnych reform Kościoła zagrożonego rozpadem. Młody jezuita musiał żyć tymi ideami, skoro przeszedł do historii jako jeden z promotorów ruchu potrydenckiego w Polsce, stawiających sobie jako główne zadanie obronę wiary ojców. Należał do pierwszego pokolenia jezuitów polskich, Chrystusowych żołnierzy, żarliwych synów św. Ignacego Loyoli, podejmujących misję wszędzie tam, gdzie posyła ich Namiestnik Chrystusa na ziemi. A terenem działania Skargi była Rzeczpospolita Obojga Narodów, potężne państwo ówczesnej Europy.

Gorliwy i miłosierny

Skarga dał się najpierw poznać jako zdolny organizator szkolnictwa i oświaty, pierwszy rektor Akademii Wileńskiej, założyciel kolegiów jezuickich w Połocku, Rydze i Dorpacie. Działalności edukacyjnej, tak ważnej dla jezuitów, towarzyszyła własna twórczość. Jako pisarz posługujący się językiem barwnym i żywym, mocno osadzonym w Biblii, stał się Skarga autorem niezwykle popularnych „Żywotów świętych”, nazywanych dziś staropolskim bestsellerem, poczytnym i wielokrotnie wznawianym. Ta odnowiona w duchu Soboru Trydenckiego hagiografia, przedstawiająca m. in. polskich świętych, była często jedyną, posiadaną przez rodziny książką, swoistym elementarzem, z którego uczono się czytać. Pięknie i wzruszająco opisuje to w powieści „Matka” Ignacy Maciejowski, XIX-wieczny pisarz, pokazując, jak wielkie znaczenie ma Skarga w kulturze polskiej.

Jako superior domu i rektor kościoła św. Barbary w Krakowie (funkcje objął w 1584 r.) zasłynął z działalności dobroczynnej. Tutaj właśnie założył Bractwo Miłosierdzia, które było zorganizowaną formą świadczenia dobroczynności, poprzednikiem dzisiejszego Caritasu i innych organizacji charytatywnych. Niezwykłym dziełem był założony w 1587 r. bank pobożny nazywany też „komorą potrzebnych”, pierwsza taka inicjatywa w Polsce mająca na celu udzielanie niskoprocentowych, krótkoterminowych pożyczek. Bank ten zorganizowany w oparciu o fundusze z ofiar i fundacji możnowładców, usilnie zachęcanych przez Skargę, miał chronić przed nielitościwą lichwą i drakońskimi procentami pobieranymi już wówczas. Zresztą, w Kazaniach o miłosierdziu kaznodzieja ostro piętnował zachłanność i chciwość, także tę pośród samych chrześcijan. Dobroczynną działalność Skargi dopełniają takie inicjatywy, jak Skrzynka św. Mikołaja, mająca na celu wyposażenie w posagi niezamożnych panien oraz powołanie Bractwa Betanii św. Łazarza, które zajmowało się pielęgnacją chorych, opieką nad żebrakami i grzebaniem umarłych. Te realizowane z powodzeniem inicjatywy, mniej znane strony biografii Skargi, pokazują, że był nie tylko znakomitym mówcą, ale też idee miłosierdzia potrafił wcielać w życie.

Kaznodzieja natchniony

Skarga zasłynął najbardziej jako znakomity mówca, kaznodzieja. Miał ku temu szczególne predyspozycje. Jak powiadają historycy, posiadał niezwykły dar przemawiania i perswazji. Już przez współczesnych był porównywany do najwybitniejszych oratorów starożytności. Prawdziwą sławę zyskał jako kaznodzieja królewski, który to urząd ustanowił Zygmunt III Waza, darzący jezuitów szczególnymi względami. Skarga pełnił tę funkcję prawie do końca życia, podążając za królem do Warszawy. Tutaj z jego inspiracji, przy wsparciu monarchy, obok kolegiaty św. Jana, obecnej katedry, rozpoczęto budowę obecnego Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej. „Mówca narodowy” – jak mówi się o Skardze – był gorącym zwolennikiem wzmocnienia władzy królewskiej, a ograniczenia wszechwładzy sejmu i złotej wolności szlacheckiej. Poddawał krytyce niedowład państwa, w czym już wtedy dostrzegał elementy anarchii prowadzącej do zguby, gromił partykularyzm szlachty szkodzący dobru ogółu. Skarga uchodzi za szermierza kontrreformacji. Postawa taka była wyrazem jego troski o jedność Kościoła, nawet jeśli różnie ją oceniamy z dzisiejszego punktu widzenia. Ostry i bezkompromisowy w polemikach, był jednak przeciwnikiem rozwiązań siłowych. O innowiercach mawiał: „Złe heretyctwo, ale ludzie dobrzy”. Podobnie jak królowie, którym służył, był zwolennikiem, aby Rzeczpospolita była „państwem bez stosów”, bez religijnych wojen, ale też i jednej wiary. W jego wizji Kościół miał być jak sprawne wojsko, a jaką skuteczność ma podzielona armia pod różnymi dowódcami?

Pośmiertna sława Skargi rozwinęła się w czasie zaborów, gdy Adam Mickiewicz i Jan Matejko przedstawiali Skargę jako proroka narodowego. „Piotr Złotousty” trafił do panteonu najwybitniejszych Polaków. W naszych czasach staramy się nie nadużywać takich tytułów. Zapewne warto jednak w nowych polskich realiach „wsłuchać się” w głos wielkiego kaznodziei – odczytać jego wskazania i myśli służące umocnieniu wiary i dobra wspólnego. Oby posłużył temu obecny Rok ks. Piotra Skargi.

Autor: o. Krzysztof Dorosz SJ

Tekst ukazał się  na łamach pisma „Idziemy” nr 6 (335)

Świętość na co dzień i z przytupem

Spośród trójki największych, moim zdaniem, autorytetów słusznie minionego ustroju, najmniej docenianym, w moim odczuciu, jest Stefan Kardynał Wyszyński. W porównaniu do procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II czy ks. Jerzego Popiełuszki ten, dotyczący Prymasa Tysiąclecia, toczy się dość powoli (na etapie diecezjalnym rozpoczął się 20 maja 1983 roku, a zakończył 6 lutego 2001 roku, aktualnie trwają prace nad udowodnieniem heroiczności cnót i najważniejszym potrzebnym dokumentem – „positio”). Mimo to, jestem przekonany, że możemy uważać go za świętego. Dlaczego?

Życiorys

Prymas Wyszyński urodził się w wielodzietnej rodzinie. Wychowywał się z siostrami, gdyż brat zmarł szybko, podobnie jak jego matka. Nonkonformistyczny charakter Wyszyńskiego ujawnił się we wczesnych latach, kiedy to w wieku prawie… 10 lat w wyniku konfliktu z nauczycielem języka rosyjskiego zmuszony był opuścić szkołę.
W seminarium duchownym co prawda nie zachowały się dzienniki z ocenami, ale z wielu zajęć dodatkowych, jakich się podejmował, można wnioskować, że przyszły Prymas był uczniem solidnym, skoro mógł poświęcić się choćby pomocy dzieciom w nauce.
Jednak zdrowie mu nie sprzyjało. Z tego powodu opóźniły się jego święcenia, których nie mógł odbyć wraz z kolegami kursowymi. Niedługo po wyjściu ze szpitala otrzymał je w bocznej kaplicy włocławskiej katedry. Cieszyć się należy, że nie sprawdziły się słowa kościelnego, który, widząc stan młodego Stefana w dniu święceń, wypowiedzieć miał słowa: „Z takim zdrowiem, to, proszę księdza, na cmentarz, a nie msze odprawiać”. A jednak.
Po latach studiów i intensywnej pracy na wielu płaszczyznach zostaje, w wieku 45 lat, wyświęcony na biskupa. Było to na tamte czasy bardzo szybko i czyniło go najmłodszym z biskupów. Już 2 lata później otrzymał tytuł arcybiskupa gnieźnieńskiego, a jednocześnie Prymasa Polski.

Kroki ku świętości

Stefanowi Wyszyńskiemu należy się tytuł błogosławionego, a w dalszej perspektywie i świętego. Do stwierdzenia tego należy spełnić kilka warunków. Jednym z nich jest opinia o świętym życiu. Istnieje powszechne przekonanie co do świętości życia Prymasa, choć dziś raczej mało się o tym mówi. Dalej należy też ocenić, czy beatyfikacja kandydata jest w stanie coś wnieść do nauki i rozwoju Kościoła. Prymas pracował wiele, tworząc bardzo dużo ważnych pism i publikacji z dziedziny nauki społecznej czy rozpraw dotyczących duchowości. Co więcej, wiele punktów z jego nauki jest aktualnych do dziś. Od nas zależy, czy to dostrzeżemy i wykorzystamy.
Często podkreślał w swoich wypowiedziach potrzebę i wartość pracy. Jednak pouczał również, że należy umieć oddzielić pracę od innych wartości, bo w konsekwencji jej nadmiaru można stać się maszyną. Naszego życia nie można ograniczać do pracy, ponieważ jego celem jest miłość. Mój ulubiony cytat Prymasa brzmi: „Ludzie mówią ‘czas to pieniądz’, a ja mówię inaczej ‘czas to miłość’. Pieniądz jest znikomy, a miłość trwa”. To trafne sformułowanie niejako pomaga ustalić system wartości i jest jednocześnie solą w oku ludziom propagującym materialistyczne myślenie. Nie jesteśmy robotami stworzonymi do pracy i zarabiania pieniędzy. To praca jest dla nas, a nie odwrotnie.
Warto także dostrzec jego udział przy tworzeniu listu do biskupów niemieckich ze słynnym „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, którego znaczenie jest niepodważalne i przypomina o ewangelicznym obowiązku przebaczania. Może mało kto wie, ale obwołanie Matki Boskiej tytułem”Matki Kościoła” podczas Soboru Watykańskiego, jak i wpisanie tego miana do Litanii Loretańskiej, jest w dużej mierze dziełem Prymasa.

Bohater ponadczasowy

Na koniec moje amatorskie „positio”. Przykładów jest naprawdę wiele, niektóre przypominają mi nawet sytuacje z Ewangelii.
Zdarza się nam pewnie słyszeć z ust katolickich publicystów, bądź ekspertów występujących w środkach masowego przekazu, słowa „non possumus”. Oznaczają one „nie możemy”. Jest to tytuł listu jaki wystosował episkopat do polskiego rządu, kiedy ten łamał porozumienia dotyczące religii w szkołach, nacisków na duchowieństwo, ingerencji w sprawy kościoła czy utrudnienia w jego działaniu poprzez choćby komplikowanie procesu wydawania pism katolickich. Na dobrą sprawę był to jeden z wielu wyrazów zaangażowania Prymasa w sprawy bieżące, gdyż bardzo często negocjował z przedstawicielami władz, ale to oświadczenie było głównym powodem jego uwięzienia.


Podczas czytania wspomnień Kardynała, ujęła mnie osobiście scena przy aresztowaniu. Wtedy to, gdy przedstawiciel władz został pogryziony przez psa zamieszkującego budę obok pałacu prymasowskiego, sam Wyszyński opatrzył jego ranę. Nasunęło mi się skojarzenie z sytuacją z ogrodu oliwnego, kiedy to Jezus uzdrowił sługę arcykapłana, któremu Piotr odciął ucho. Sam pobyt w więzieniu obfitował w sceny, które napawają podziwem do osoby Prymasa. Bardzo zaskakiwało mnie jego podejście do strażników. Miał do nich serdeczny stosunek, modlił się za nich i zapraszał do podzielenia się opłatkiem.
Jednak chyba pierwszym słowem, które kojarzy mi się z kardynałem Wyszyńskim jest słowo „praca”. Było jej w jego życiu bardzo wiele. Tym codziennym, monotonnym nieraz czynnościom poświęcał całego siebie, jak to ktoś trafnie ujął: „nawet goląc się, był Prymasem”. Praca i to od podstaw, byśmy wymagali przede wszystkim od siebie, nie oglądali się na polityków, okoliczności, tylko robili to, co do nas należy, jak najlepiej potrafimy. Mówił, że w dzisiejszych czasach nie jest potrzebne męczeństwo krwi, a męczeństwo pracy, co sam wprowadzał w życie.
W tym trudnym dla naszego kraju okresie był postrzegany wręcz za ojca narodu. Bronił społeczeństwo przed naruszaniem praw przez władze, uczył, jak postępować. Kiedy umierał król, zwykle jego miejsce zajmował najwyższy rangą hierarcha kościoła w danym kraju, zajmując stanowisko „interrexa”(co można tłumaczyć jako „międzykróla”). Stąd wiadomo, dlaczego na wstędze jednego z wieńców na pogrzebie Prymasa znalazł się napis „Niekoronowanemu Królowi Polski…”.
Pisząc o Kardynale Wyszyńskim, trudno ominąć kwestię jego przywiązania do Matki Boskiej. To przed obrazem z Jasnej Góry odbyła się jego prymicja, to do Niej chciał jechać prosto po uwolnieniu, jednak nie pozwoliły mu na to obowiązki. Poruszająca jest modlitwa, w której łączy dwie omawiane wyżej kwestie: „zabij mnie, jeśli jest to Ci potrzebne do tego, aby w Polsce był Kościół Chrystusowy”. Z jednej strony widać tu całkowite poświęcenie krajowi, któremu służył, a z drugiej oddanie Matce.

W zeszłym roku obchodziliśmy 30. rocznicę śmierci Prymasa. Ciesząc się z zasłużonych beatyfikacji Jana Pawła II i ks. Jerzego, pamiętajmy i o nim. O pracowitym bohaterze tamtych czasów, czuwającym obrońcy, oddanym całkowicie swoim „dzieciom”, jak sam je nazywał. Na pewno warto, by i tam z góry, tak jak kiedyś na ziemi, obserwował i pomagał nam.
Podsumowując życie Prymasa, nasuwa mi się stwierdzenie: „Łatwo jest być bohaterem przez minutę, godzinę. O wiele trudniej znosić codzienny trud w cichym heroizmie”.

*artykuł ukazał się także w marcowym wydaniu okazjonalnika akademickiego ‚Podaj dalej’.