Archiwa tagu: uczucia

„12 Gniewnych Ludzi”. Szkoła charakteru.

„12 Gniewnych Ludzi”

reż. Sidney Lumet

12 angry man poster

„Fiat iustitia pereat mundus!”
(„Niech stanie się sprawiedliwość, choćby miał zginąć świat” – sentencja łacińska)

Prędko osądzasz innych ludzi?
A może łatwo ulegasz presji otoczenia?
Potrafisz wystąpić samotnie w obronie tego, co uważasz za słuszne?
Wyobraź sobie teraz, że od twoich słów, twojej decyzji i postawy będzie zależało czyjeś życie…

„12 Gniewnych Ludzi” to fenomenalna historia, której akcja toczy się w sali posiedzeń amerykańskiej ławy przysięgłych. Dwunastu ławników właśnie opuściło salę sądową, by wydać werdykt w sprawie o morderstwo. Ich zgodna opinia zadecyduje o życiu lub śmierci oskarżonego – młodego chłopaka, z patologicznej dzielnicy. Prokurator przedstawił twarde dowody, świadkowie byli zgodni, nawet adwokat nie starał się zbytnio bronić klienta. Głosowanie powinno pójść zupełnie gładko. Jednak tak się nie dzieje – wynik to 11:1 – nie wiedzieć czemu jeden z ławników ma wątpliwości… Specyficzny gość. Ta narada potrwa znacznie dłużej niż ktokolwiek by się spodziewał.

Kawałek naprawdę dobrego kina, które daje do myślenia. Kapitalna galeria męskich charakterów i postaw. Fabuła trzymająca w napięciu do samego końca.
Męski film. Jeden z moich ulubionych.
Gorąco polecam.

https://www.youtube.com/watch?v=FVL-15wWptU

12 gniewnych

Bóg jest ojcem

Człowiek wierzący stara się zrozumieć Boga – tego, którego kocha. Aby to zrobić, aby uporządkować myśli, nadaje mu różne imiona. Mówi się, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym, pocieszycielem, lekarzem. Co więcej, sam Chrystus robi to samo. Sam nazwał się Dobrym Pasterzem, a w modlitwie używał zwrotu: Ojcze. Ponieważ sam jestem ojcem, ten ostatni tytuł szczególnie mnie porusza. Chciałbym być ojcem na Jego podobieństwo, uczyć się od niego tego trudnego zadania. Chciałbym, by przez obcowanie ze mną, moje dzieci poznały Boga, aby stworzyły w swoich umysłach takie Jego obrazy, które pomogą im na drodze wiary.

Często jednak dzieje się rzecz odwrotna: przyglądając się dzieciom, zaczynam lepiej rozumieć Boga i moją z Nim relację. Odbieram to jako jeden ze sposobów, w jaki Bóg się ludziom objawia, w jaki odkrywa Swoją Tajemnicę, a także jako sposób, w jaki pozwala nam dotrzeć do siebie samych.

Muszę przyznać, że ciężko znoszę płacz dzieci. Denerwuje mnie, że płaczą ,,z byle powodu”. Wiem, że dla dzieci te powody nie są małe, skoro tak płaczą, ale i tak myślę, że mogłyby sobie po prostu pochlipać, a nie ryczeć wniebogłosy. Dla przykładu, dzieci płaczą, gdy nie pozwoli się im wziąć czegoś, co mogłyby zepsuć, albo czegoś, co mogłoby im zaszkodzić. Płaczą, gdy muszą zrobić coś, czego nie lubią, gdy mają iść spać. Płaczą, gdy nie da się im słodyczy (a inne osoby jedzą). Płaczą też, gdy – starając się je dobrze wychować – każemy im respektować zasady i karcimy lub dajemy odczuć konsekwencje ich czynów. Zezłoszczone nie chcą rozmawiać, dąsają się. Płaczą też, gdy czują się niepewne. Niedawno moja córka zaczęła płakać, gdy została wieczorem na spacerze trochę za nami, tak, że przez chwilę nas nie widziała.

Nie raz irytują mnie te ich humory, ale zdaję sobie sprawę, że… ja się zachowuję tak samo. Gdy jest mi ciężko, bo nie spotkało mnie to, czego bym oczekiwał, buntuję się. Gdy spotka mnie przykrość, narzekam na Boga. Gdy stracę coś cennego, ogarnia mnie złość. Gdy nie czuję Bożego błogosławieństwa, skarżę się. Różnica jest taka, że o ile ja w relacji do dzieci jestem czasem niesprawiedliwy lub zamiast miłością kieruję się emocjami, On postępuje wobec nas zawsze z miłością, pomny na nasze dobro(chcę w to wierzyć). Bóg, mając na uwadze nasz rozwój i chcąc dla nas szczęścia, stosuje odpowiednie do celu metody wychowawcze. Nie są to te same metody, których my sobie życzymy, tak jak dzieci nie zawsze życzą sobie tego, co my im dajemy. Czasem Bóg daje nam pocieszenie, ale strapienie jest również na podorędziu. Czasem coś stracimy, czasem skręcimy kostkę, a czasem ktoś nam pomoże w trudnej chwili.

Nie jestem w stanie zrozumieć drogi, którą Bóg mnie prowadzi. Często dopiero po czasie przychodzi refleksja, że trudna sytuacja przyniosła dobre owoce: wzmocniła mnie, nauczyła wybaczać, doceniać innych ludzi, ukierunkowała na to, co ważne albo pokazała że idę złą drogą. Moja złość na Boga i mój smutek są takie same, jak moich dzieci, tylko inaczej wyrażane.

Pomocą w trudnych momentach żalu do Boga może być pielęgnowanie w sobie przekonania, że wszystko to, co nas spotyka, a co od Boga pochodzi, jest dla nas dobre. My tego nie jesteśmy w stanie zrozumieć tak samo, jak nasze dzieci nie rozumieją, że muszą posprzątać zabawki (Jego drogi nie są naszymi drogami). Zawsze wtedy, gdy udało mi się przylgnąć do tej prawdy, przychodził spokój i ufność. Może to się nazywa wiara w Boga?

Boże, przyjaźń z Tobą nie jest łatwa. Trudny i wymagający Ojcze, naucz mnie ufać Twojej wychowującej Miłości. Naucz mnie cierpieć niedostatek i obfitować, owocnie przeżywać strapienia, pocieszenia i wszystko to, co w Twojej ojcowskiej Mądrości mi przeznaczyłeś.

Dziennik nie z tej ziemi i nie tylko dla kobiet

Chciałem podzielić się z Wami moim doświadczeniem i tym jak odmieniło się moje życie po przeczytaniu pewnej książki. Spisane w niej wspomnienia autorki tekstu, są dość nietypowym dialogiem człowieka z Bogiem… tak, tak zgadza się… jeśli jeszcze nie wiecie o kim mowa, to już Was uświadamiam. Chodzi oczywiście o dzienniczek św. s. Faustyny. Miałem sporo oporów żeby się do tego zabrać, tym bardziej, że zamiast czytać książki wolę komputer, kino, wyjść gdzieś, a cały dzienniczek trochę waży. I tak postanowiłem czytać sobie codziennie w autobusie podczas dojazdu do pracy, co z reguły zajmuje mi 40min.

Czytaj dalej Dziennik nie z tej ziemi i nie tylko dla kobiet

Święty romans???

 

Nie wiesz jak zabrać się do relacji z Bogiem? Masz do niego żal za Twoją trudną przeszłość? Albo jesteś w Kościele już wiele lat, ale Twoje serce przeszywa uczucie pustki i bezsensu tych religijnych praktyk? A może czytałeś „Dzikie serce” i chcesz więcej?

Oto przed Tobą „Boże zaproszenie do przeżycia piękna, bliskości i przygody, za którymi tęsknisz”. 

swiety romans

Jeśli znasz autora „Dzikiego serca” to wiesz, że to nie może być zwykła książka – to wezwanie! John Eldredge i jego przyjaciel Brent Curtis zabierają nas w podróż na dno naszego serca i do serca Boga. Czy może być bardziej niebezpieczna, tajemnicza i nieodkryta przestrzeń? Czy można wyruszyć w bardziej ekscytującą podróż? Jeśli tęsknisz za wielkimi przygodami, pięknem zapierającym dech w piersiach i bliskością, która jest całkowitym spełnieniem Twoich pragnień ta książka może Ci pomóc.

PS.”Święty romans” jest pierwszą książką Johna Eldredga, powstał na kilka lat przed „Dzikim sercem” i można w nim odnaleźć początki tej niesamowitej historii.