Archiwa tagu: siła

W walce na rany nie zważać

Modlitwa świętego Ignacego

Słowo Odwieczne, Jednorodzony Synu Boży,
proszę Cię, naucz mnie służyć Ci tak, jak tego Jesteś godzien.
Naucz mnie dawać, a nie liczyć,
walczyć, a na rany nie zważać,
pracować, a nie szukać spoczynku,
ofiarować się, a nie szukać nagrody innej prócz poczucia,
że spełniam Twoją Najświętszą wolę. Amen

inna wersja tej samej modlitwy

Panie, daj mi, abym mógł poznać Ciebie głębiej,
pokochać Ciebie mocniej,
naśladować Ciebie bardziej.
Słowo Odwieczne, Jednorodzony Synu Boży,
naucz mnie prawdziwej hojności.
Naucz mnie służyć Ci tak, jak jesteś tego godzien.
Naucz mnie dawać, a nie liczyć.
W walce na rany nie zważać.
Daj, bym pracując, nie szukał spoczynku.
A za ofiarę nie chciał nic więcej,
prócz poczucia, że spełniłem Twą wolę. Amen.

Miejmy nadzieję!

Miejmy nadzieję!

Miejmy nadzieję!… nie tę lichą, marną,

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,

Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno

Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejmy nadzieję!… nie tę chciwą złudzeń,

Ślepego szczęścia płochą zalotnicę,

Lecz tę, co w grobach czeka dnia przebudzeń

I przechowuje oręż i przyłbicę.

Miejmy odwagę!… nie tę jednodniową,

Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,

Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową

Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

Miejmy odwagę!… nie tę tchnącą szałem,

Która na oślep leci bez oręża,

Lecz tę, co sama niezdobytym wałem

Przeciwne losy stałością zwycięża.

Miejmy pogardę dla wrzekomej sławy

I dla bezprawia potęgi zwodniczej,

Lecz się nie strójmy w płaszcz męczeństwa krwawy

I nie brząkajmy w łańcuch niewolniczy.

Miejmy pogardę dla pychy zwycięskiej

I przyklaskiwać przemocy nie idźmy!

Ale nie wielbmy poniesionej klęski

I ze słabości swojej się nie szczyćmy.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,

Przestańmy ciągłym lamentem się poić:

Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,

Mężom przystoi w milczeniu się zbroić…

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje

I przechowywać ideałów czystość;

Do nas należy dać im moc i zbroję,

By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

[tube]http://www.youtube.com/watch?v=3tOZvDO1iSk[/tube]

„Ghost Dog. Droga Samuraja”

ghost_dog_sword

Film opowiada historię czarnoskórego samuraja, który mieszka na dachu wieżowca razem z gołębiami, a nocami, w rytmie rapu przemierza ulice dużego współczesnego miasta. Brzmi absurdalnie, prawda? Tak właśnie pomyślałem, gdy obejrzałem go po raz pierwszy, a było to około roku 2003. Miałem wtedy 17 lat. Dziś po obejrzeniu tego filmu wiele razy, muszę przyznać, że niewiele widziałem w tym czasie innych obrazów, które mogłyby się równać z „Ghost Dogiem” na płaszczyźnie budowania nastroju.

Jest to film o mężczyźnie, który szuka w życiu swojej własnej drogi. Podąża za swoją pasją, a jest nią kultura Japonii. Kieruje się kodeksem „Hagakure – Sekretnej księgi samurajów”, z której kilka cytatów przytoczonych jest w trakcie filmu. Bardzo ciekawie jest tu ukazana kwestia przyjaźni, trudów, które trzeba podejmować aby pozostać wiernym obranej drodze, oraz wyborów które przyczynią się do uciszenia własnego egoizmu. Takie postępowanie niesie ze sobą konieczność stawienia czoła światu, który sprawiedliwość „nagradza” wyłącznie prześladowaniem i rosnącą liczbą wrogów.

Nie każdemu ten film przypadnie do gustu. Warto potraktować go jednak jak opowieść symboliczną. Wówczas okaże się, że prawie każda scena ma tu bardzo duże nasycenie treścią. Dużą rolę w budowaniu nastroju odgrywa tu rytmiczna – można powiedzieć – monotonna muzyka w klimacie rapu, którą skomponował RZA, często nawiązujący w swoich dziełach do kultury i filozofii Dalekiego Wschodu.

Nie jest to najlepszy wybór na romantyczny wieczór z kobietą…

Za to bardzo dobry na męską motywację!

Biegnę, by dogonić moje serce

Pasja do biegania pojawiła się u mnie już dawno. Nigdy nie potrafiłem być jednak dostatecznie wytrwały, by biegać regularnie. Miałem raczej kilkumiesięczne okresy treningów, oddzielone dłuższymi okresami stagnacji. Zawsze jednak w sercu miałem miłość do biegów. Na studiach udało mi się zacząć spełniać moje biegowe marzenia – najpierw przełamałem barierę 10km, szybko doszedłem do formy, która umożliwiła mi udział w półmaratonie (21km). Zwieńczeniem był udział w Maratonie Toruńskim, w czasie którego mimo bardzo złej pogody (upał) przełamałem swoją słabość i dobiegłem na metę. W miesiąc później dotknęła mnie kontuzja kolan, przez którą musiałem zaprzestać biegania.

Dostrzegłem, jak mocna – przynajmniej u mężczyzny –  jest relacja między ciałem a duchem. Niemożność biegania spowodowała osłabienie nie tylko mojej kondycji fizycznej, ale też i duchowej. Częściej niż poprzednio zaczęły męczyć mnie tzw. doły, radość gdzieś uleciała. Natrętnych myśli, z którymi wcześniej łatwiej dawałem sobie radę, teraz nie potrafiłem odeprzeć.

Blurred view of man running in snow

Kilka razy przez okres kilku lat próbowałem wrócić do biegania, mając nadzieję, że kolana mi na to pozwolą. Okazało się jednak, że poza kolanami, mam dodatkowego przeciwnika, który nie pozwalał mi biegać –  wewnętrznego lenia. Przez długi czas mojego marazmu wciąż go karmiłem. Teraz, gdy go zdemaskowałem, nie potrafiłem sobie z nim poradzić – wola, którą ćwiczyłem każdym treningiem, teraz była zbyt słaba. Wciąż jednak czułem wielkie pragnienie biegania. Było to coś, jakby z głębi mego serca. Rozpoczęła się wewnętrzna walka, która trwa do tej pory. Mimo, że mój leń był bardzo silnym przeciwnikiem, nie poddawałem się. Zrywów miałem kilkanaście. Wiem, że żaden nie był do końca przegrany. W końcu udało mi się przebiec dystans (najkrótszy z moich ‚maratońskich’ czasów) 12km bez wycieńczenia organizmu. Tak zaczął się miesiąc udanego biegania. Niestety obecnie znów nie biegam, ale się nie poddaję!

Każdy mój bieg ma coś wzniosłego. Niby zwyczajne ‚noga za nogą’, a jednak czuję, że robię coś dla siebie, coś dla swego serca. Wiem, że przez większość czasu nie dopuszczam serca do głosu. Podobno nasze najgłębsze pragnienia płyną właśnie wprost z serca, z tej najpiękniejszej naszej cząstki, w której Bóg ukrył nasze do Niego podobieństwo, w której wyrył nasze prawdziwe imię. Przez codzienne chodzenie na łatwiznę wyparłem się serca, zignorowałem je – nie liczyłem się z jego racjami.

Pascal powiedział: Serce ma swoje racje, których rozum nie zna. Sposobem  mojego rozumu na tą niedogodność było wygnanie serca ze ‚sztabu decyzyjnego’. I ono – zranione – uciekło w miejsca dla mnie niedostępne.

bieganie-zima

I właśnie podczas  biegania, szczególnie otoczony przyrodą, czułem, że moje serce daje się ‚zobaczyć’. Wiedziałem, że biegnąc przybliżam się do niego. I za każdym razem dziwię się, że muszę biec tam (pokazuję palcem przed siebie), by dogonić moje serce, które jest tu (pokazuję na pierś). I przepraszam je, bo to przecież ja je wygnałem… nie tylko ja…

I widzę, że mój bieg jest modlitwą, jest ćwiczeniem duchowym. Jak mam pokochać Boga, gdy nie kocham siebie? A jak mam siebie pokochać, gdy nie wiem, kim jestem? A moje serce tak odległe, że go nie poznam, nim nie dogonię. Więc biegnę…