Archiwa tagu: czystość

Ćwicz silną wolę

Przeczytałem dziś artykuł, który napisałem trzy lata temu o ćwiczeniu woli. Do jego napisania zainspirowały mnie słowa księdza Czesława Kustry – byłego egzorcysty diecezji toruńskiej. Na jednym ze spotkań Lwa Judy – jako zaproszony gość – opowiadał o działaniu złych duchów.  Na pytanie słuchacza, co robić, by umieć się skutecznie bronić przed działaniem ducha złego, powiedział, by ćwiczyć swoją silną wolę.

Prosta odpowiedź, prosta rada, ale czy łatwo ją realizować? Gdyby było łatwo, nie byłoby z tym problemu. Widzimy wokół ludzi o słabej woli, widzimy dzieci wychowywane na osoby niepotrafiące sobie czegoś odmówić dla większego dobra. Nie trzeba nawet szukać u innych – wystarczy zrobić rachunek sumienia.

Kwestia silnej woli dotyczy zapewne szczególnie mężczyzny. Kobiecie łatwo wybaczyć słabą wolę, ale mężczyźnie – nie. Jak mężczyzna ma być głową rodziny, ma królować w swojej rodzinie, jeśli nie potrafi panować nad sobą? Jak mężczyzna ma ofiarować siebie kobiecie, jeśli sam siebie nie posiada? Jak ma wychować dziecko na silną osobowość, jeśli sam jest ciamciaramcią? Rada księdza Kustry okazuje się być także skuteczną obroną przed niepożądanym działaniem duchowym.

Tak więc drogą prawdziwego mężczyzny jest (między innymi) ćwiczenie się w woli. Każdy może znaleźć swoje sposoby. Ja, trzy lata temu, postanowiłem raczyć się codziennie zimnym prysznicem. Choćby krótkim. Podobno to zdrowo, aby na końcu wieczornej kąpieli polać się zimną wodą. Problem w tym, że trzeba się przełamać wewnętrznie, by zmienić temperaturę wody na najzimniejszą. Z drugiej strony, nic się nam złego wtedy nie dzieje (a wręcz przeciwnie). Jest to więc dobry (i w dodatku prosty) sposób na ćwiczenie się w silnej woli. Postanowiłem, że brak zimnego prysznica na koniec dnia oznaczać będzie, że jestem chory lub osłabiony (wtedy może zaszkodzić) lub stary (wtedy już będę sobie mógł odpuścić).

Dziś mogę stwierdzić, że nie zawsze udawało mi się przełączyć uchwyt baterii łazienkowej w kierunku niebieskiego koloru. Czasem zapomniałem, ale czasem byłem na to zbyt słaby. Mimo to często się udawało i  dostrzegam teraz pozytywne owoce tego ćwiczenia duchowo-cielesnego. Mogę dlatego z czystym sumieniem polecić je innym. Od jakiegoś czasu udaje mi się zmówić modlitwę Ojcze Nasz, śpiewając ją na kościelną melodię, polewając swój korpus zimną wodą, a potem jeszcze chłodzę uda,  wypowiadając: wybaw nas, Panie… To taka moja męska modlitwa. Odbieram ją nie tylko umysłem, emocjami i sercem, ale czuję ją na całym ciele.

Dialog miłości, czyli modlitwa narzeczonych

Narzeczeństwo jest jedyną w swoim rodzaju drogą, to jasna ścieżka dojrzewającej miłości, to początek wspaniałej przygody dwojga osób wspólnie wędrujących ku Bogu…

Warto, by każdemu w tej drodze towarzyszyła dobra modlitwa, czyli słowa miłości.

 

Modlitwa za narzeczoną:

Panie Jezu, proszę Cię za moją dziewczynę. Błogosław jej i rozwiń w niej doskonałą, dojrzałą miłość. Niech dobrze przygotuje
się do roli żony i matki. Daj, żeby była ze mną szczęśliwa i aby mogła się na mnie oprzeć. Dopomóż mi osłonić jej niewinność.
Nie dopuść, żebym ją kiedykolwiek skrzywdził. Niech czuje się ze mną dobrze. Pomóż mi doprowadzić ją lepszą
i piękniejszą duchowo do wiecznego szczęścia. Chroń ją od próżności i wszelkich pokus. Spraw, by mi była wierna
i żeby mnie kochała Twoją miłością.
Matko Najświętsza! Przygotuj ją do życia w miłości. Daj jej postawę ofiarną. Niech będzie dobra,
niech niesie pomoc potrzebującym i opiekuje się słabym i bezbronnym. Odkryj przed nią cud macierzyństwa.
Naucz ją dbałości o nasz przyszły dom. Niech w posłudze na rzecz rodziny dostrzeże swoje najpiękniejsze powołanie.
Niech nie czuje się ograniczona obowiązkami żony i matki, lecz w wiernym ich wypełnianiu odnajdzie swoje szczęście.
Spraw, żeby była cierpliwa, cicha i radosna, aby umiała nieść pokój Boży i łagodziła spory. Niech naśladuje Ciebie Maryjo
i tak jak Ty wypełnia Boże plany.
Amen.

 

Modlitwa za narzeczonego:

Panie Jezu, postawiłeś na mej drodze człowieka, któremu pragnę oddać moje serce i z którym chcę na zawsze
związać moje życie. Czuwaj nad tym kochanym. Broń go od niebezpieczeństw. Spraw, aby w Tobie osiągnął
swoją życiową dojrzałość. Uczyń go prawym, mądrym i dobrym. Daj mu serce mężne, aby nie obawiał się trudności,
lecz przełamywał je w Twoje Imię. Daj mu siłę, aby miał silną wolę, potrafił panować nas sobą i dobrze służyć rodzinie.
Uformuj w nim postawę ojcowską, żeby znalazł szczęście w obdarowywaniu swoich najbliższych, żeby nie szukał siebie,
ale opiekował się tymi, których mu powierzysz. Uczyń go narzędziem Twojej Opatrzności. Niech tak jak Ty opiekuje się
słabymi i bezbronnymi. Niech odważnie staje w obronie każdego poczętego życia. Niech mnie i nasze dzieci prowadzi
do Ciebie drogą pięknej miłości.
Święty Józefie, Patronie mężczyzn! Broń mego narzeczonego od pokus fałszywej męskości. Naucz go opanowywać
zmysłowość i podporządkować ciało służbie prawdziwej miłości. Naucz go kochać miłością czerpaną z Boga.
Chroń mego miłego przed alkoholizmem. Spraw, bym się mogła bezpiecznie oprzeć na moim wybranym. Naucz go
obowiązkowości i troski o zakładany dom. Niech tak jak Ty będzie jego opiekunem. Niech będzie mu ze mną dobrze.
Spraw, aby mi był wierny, żeby się potrafił oprzeć pokusie niewierności i dotrzymał swoich przyrzeczeń. Bądź mu
pomocą i wspieraj go w każdej potrzebie.
Amen.

Jan Paweł II o miłości i seksie

Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju stawiają przed czytelnikiem dwa kontrastujące ze sobą obrazy z udziałem dwojga ludzi: Adama i Ewy. Obraz pierwszy – czytamy w Księdze Rodzaju: „A byli oboje nadzy, Adam i jego żona, a nie wstydzili się”. Obraz drugi: „A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski”. Dwa obrazy – dwie sytuacje. Tym co odróżnia oraz radykalnie oddziela od siebie obie sytuacje, jest pojawienie się we wzajemnym odniesieniu obojga nowego doświadczenia, mianowicie doświadczenia wstydu seksualnego. Jak gdyby autor tego tekstu poprzez zastosowanie tego kontrastu sugerował czytelnikowi: zastanów się nad doświadczeniem wstydu, nad jego naturą, rolą, jaką odgrywa to doświadczenie; zobacz, co się za nim kryje.

  Adam i Ewa, Fresk z rzymskich katakumb Marcelina i Piotra, IV w.

Bł. Jan Paweł II odczytał tę sugestię i poszedł za nią, korzystając z bogatego w tej materii dorobku współczesnych myślicieli: Maxa Schelera czy pomorskiego filozofa ks. Franciszka Sawickiego. Tak oto pisze o wstydzie:

„Czym jest wstyd? (…) Z dokonywanych współcześnie analiz wstydu – zwłaszcza wstydu « seksualnego » – trzeba wnioskować o szczególnej złożoności tego podstawowego przeżycia, w którym wyraża się człowiek jako osoba we właściwej sobie strukturze. W przeżyciu wstydu człowiek doświadcza lęku wobec « drugiego ja » – tak więc np. kobieta wobec mężczyzny – a jest to lęk o własne « ja »; człowiek niejako « odruchowo » wyraża tymże samym przeżyciem potrzebę afirmacji swego « ja »: akceptacji na miarę istotnej dla niego wartości. Wyraża zaś równocześnie na wewnątrz: w sobie samym, i na zewnątrz: wobec « drugiego ». Można zatem powiedzieć, iż wstyd jest przeżyciem wielorako złożonym także i w tym znaczeniu, że oddalając niejako człowieka od człowieka (kobietę od mężczyzny), szuka równocześnie osobowego ich zbliżenia, ustanawiając dla niego właściwą płaszczyznę i « poziom »”[1].

A zatem wstyd jest (1) przeżyciem, które pojawia się (2) odruchowo (jest tu pewna niezależność od woli, spontaniczność), jego integralnym elementem jest (3) lęk o to, że (4) zostanie się potraktowanym nie jak osoba, że w oczach drugiego jest się zredukowanym do jakiegoś tylko aspektu, nieodpowiadającego pełni wartości osoby.

Przykładowo, w relacji lekarz-pacjent, jeżeli lekarz obchodzi się z pacjentem traktując go wyłącznie jak kolejny przypadek chorobowy i daje temu zewnętrzny wyraz np. w sposobie mówienia, u pacjenta pojawi się wstyd z powodu choroby, u podstaw którego leży jednak o wiele głębsze doświadczenie bycia potraktowanym w sposób przedmiotowy. Podobnie u osób z widocznym kalectwem w reakcji na ciekawskie spojrzenia postronnych pojawia się wstyd, którego źródło stanowi niebezpieczeństwo bycia sprowadzonym w oczach drugiego jedynie do tego aspektu: kalectwa, wybrakowania. Albo też dorastające dziecko, które coś zbroiło i wstydzi się powiedzieć o tym rodzicom. Dlaczego się wstydzi? Czyż nie dlatego, iż (słusznie czy nie) obawia się, że odtąd rodzice będą na nie patrzyli przez pryzmat popełnionego występku? A przecież jest ono kimś więcej aniżeli jego własny czyn.

Z kolei w relacji, w której zaangażowana jest płeć osoby, będzie to lęk przed byciem zredukowanym do sfery cielesności, płciowości, przed byciem potraktowanym w roli możliwego przedmiotu użycia, nawet na etapie samego spojrzenia drugiego człowieka.

Dzięki temu, że przeżycie wstydu jest odruchowe (Scheler nazywa je Shutzgefühl – uczuciem ochronnym), dzięki temu że jest po prostu reakcją na sytuację, w jakiej znalazł się człowiek, stanowi ono zarówno obiektywnie jak i subiektywnie (dla doświadczającego go człowieka) świadectwo istnienia obiektywnego porządku w relacjach pomiędzy ludźmi, prawidłowości, według których winny się układać relacje między kobietą i mężczyzną, zwłaszcza w sferze płciowej. Porządek ten, owa prawidłowość została sformułowana przez Karola Wojtyłę w dziele „Miłość i odpowiedzialność” w postaci tzw. normy personalistycznej – zasady, postulatu afirmacji osoby:

„Norma ta jako zasada o treści negatywnej stwierdza, że osoba jest takim dobrem, z którym nie godzi się używanie, które nie może być traktowane jako przedmiot użycia i w tej formie jako środek do celu. W parze z tym idzie treść pozytywna normy personalistycznej: osoba jest takim dobrem, że właściwe i pełnowartościowe odniesienie do niej stanowi tylko miłość”.

Miłość w jej najrozmaitszych konfiguracjach, aspektach i formach znajduje się tu na przeciwległym biegunie wobec takiego typu relacji, który określamy terminem « używanie » – słowem opisującym nasze odniesienia do przedmiotów, do rzeczy.

Prowadząc rozważania na temat miłości, Karol Wojtyła analizuje rozmaite jej etapy czy formy, ale szczególne miejsce poświęca kategorii miłości, którą określa mianem miłości oblubieńczej:

„Miłość oblubieńcza jest czymś innym jeszcze niż wszystkie dotąd przeanalizowane aspekty czy formy miłości. Polega ona na oddaniu swojej własnej osoby. Istotą miłości oblubieńczej jest oddanie siebie, swojego „ja”. Stanowi to coś innego i zarazem coś więcej niż upodobanie, pożądanie, a nawet niż życzliwość. Te wszystkie formy wychodzenia w kierunku drugiej osoby pod kątem dobra nie sięgają tak daleko jak miłość oblubieńcza. Czymś więcej jest „dać siebie” aniżeli tylko „chcieć dobra”, choćby nawet przez to drugie „ja” stawało się jakby moim własnym, jak w przyjaźni. Miłość oblubieńcza jest czymś innym i czymś więcej niż wszystkie przeanalizowane dotąd formy miłości zarówno od strony indywidualnego podmiotu, od strony osoby, która kocha, jak i od strony łączności między-osobowej, którą miłość wytwarza. Kiedy miłość oblubieńcza wejdzie w tę relację między-osobową, wówczas powstaje coś innego niż przyjaźń, mianowicie wzajemne oddanie się osób”.

Miłość oblubieńcza – najwznioślejszy rodzaj miłości, kulminacyjny jej etap – oddanie samego i całego siebie – może się wyrażać w relacji seksualnej kobiety i mężczyzny. Współżycie może stać się materią wyrazową takiej miłości!

Z jednej strony może być wyrazem użycia drugiego człowieka na sposób rzeczy (aż do właściwego rzeczom zużycia), potraktowaniem go li tylko jako środka do założonego celu – własnej przyjemności, rozkoszy – i to nie tylko przyjemności zmysłowej ściśle związanej ze współżyciem seksualnym, ale i np. przyjemności, jaką daje posiadanie drugiego człowieka, jego ciała jak rzeczy.

A może również stać się wyrazem, znakiem, mową miłości oblubieńczej – całkowitego, nieodwołalnego i do końca oddania siebie drugiemu.

A jesteśmy jeszcze wciąż na płaszczyźnie natury, samego człowieczeństwa. Natomiast w przestrzeni chrześcijańskiej wiary można jeszcze uczynić dalszy krok…[2]

Fundamenty, na których kobieta i mężczyzna mogą w przestrzeni seksualności zbudować ten ostatni typ wzajemnego odniesienia – miłość oblubieńczą, jak również te czynniki antropologiczne, które mogą stanąć temu na przeszkodzie, dogłębnie i z pasją bł. Jan Paweł II opisuje w swojej teologii ciała, tj. w serii katechez środowych wydanych w formie książkowej pt. „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa”. Ciekawych odsyłam do źródła.

Autor: Aleksander Sztramski


[1] Bł. Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa, Watykan 1986, ss. 49-50.

[2] W kierunku sakramentalności, tj. przenoszenia w świat widzialny oraz urzeczywistniania odwiecznej i niewidzialnej tajemnicy Boga.

Stróż tajemnicy podmiotu

„Odkrycie oblubieńczego sensu ciała pozostaje nadal zadane człowiekowi poprzez etos daru zapisany na dnie ludzkiego serca jakby echo pierwotnej niewinności. Z niego kształtować się będzie ludzka miłość w swojej wewnętrznej prawdzie, swym podmiotowym autentyzmie. Z niego też człowiek – również poprzez zasłonę wstydu – będzie stale odkrywał siebie jako stróża tajemnicy podmiotu, owej wolności daru, broniąc jej przed jakimkolwiek zepchnięciem na pozycję <<bycia tylko przedmiotem>>.”

Jan Paweł II

Nie zostaliśmy stworzeni do życia w samotności. I nie ma na całej ziemi takiego człowieka, który mógłby żyć bez innych. Oczywiście są chwile kiedy potrzebujemy być sami, jednak w każdym człowieku, w jego najgłębszej części, jest niewyczerpane pragnienie do życia przy kimś, a przede wszystkim DLA kogoś. Skąd takie pragnienie? I dlaczego każdy z nas je ma? Spróbuj poznać serce Boga, a zobaczysz, że On sam taki jest, pokazuje nam to i właśnie takich nas stworzył. Właśnie dlatego relacje, to jeden z najważniejszych wymiarów naszego życia, a co za tym idzie jeden z najtrudniejszych. A skoro tak, to warto się im przyjrzeć, przecież musi być tam ukryte wiele dobra i radości dla każdego z nas.

Jak mają się do tego dość tajemnicze słowa papieża? Wiele tu abstrakcyjnych pojęć,  a na koniec jeszcze to niezwykłe określenie – stróż tajemnicy podmiotu. A jednak, w tym drobnym fragmencie zawiera się pewne zadanie do wykonania, pewne powołanie przeznaczone przez samego Boga dla każdej i każdego z nas. To powołanie o którym pisze Jan Paweł II dotyczy szczególnie relacji kobieta-mężczyzna. No to się zaczyna. Wiem, że wspinamy się na Mount Everest tego co jest w człowieku, ale chcemy czy nie, ta góra jest przeznaczona do zdobycia. Więcej! Każdy może stanąć na szczycie, trzeba tylko dobrze przygotować się do tej wielkiej wyprawy.

Ale co to znaczy być stróżem tajemnicy podmiotu? I do czego to nam potrzebne? Stróż to ten który czuwa. Ten który strzeże czegoś wartościowego, jest potrzebny tylko tam, gdzie na czymś nam zależy. W tym wypadku mamy do czynienia ze stróżem jedynym w swoim rodzaju. Po pierwsze ten stróż strzeże czegoś co jest absolutnie bezcenne i nie ma niczego co miałoby taką wartości, po drugie czuwa nieustannie, dla niego nie ma zejścia z posterunku, warta trwa zawsze. Tą bezcenną wartością jest osoba. Każda osoba. Bez względu na rodzaj relacji jaki z nią tworzymy. Jednak w szczególny sposób objawia się to między mężczyzną i kobietą. Im głębsza jest ta relacja, tym bardziej zbliżamy się do szczęścia, zbliżamy się do Tego, który tak nas stworzył, tym bardziej jesteśmy Jego odbiciem. Ale każdy wie – to co jest piękne, nie jest łatwe. Jednocześnie tym bardziej powinniśmy czuwać, tym mocniej się uzbroić, bo tym bardziej ktoś będzie próbował zniszczyć to cudowne odbicie. Pozostaje jeszcze słowo „tajemnica”. Użyte nie bez powodu. Każdy z nas jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Bóg nie stworzył dwóch takich samych osób. Wraz z tym pojawia się Jego fenomenalny zamysł, każda osoba sama w sobie jest całym światem, tak ogromnym i niezbadanym, że sami stale gubimy się w sobie, a co dopiero druga osoba, która w pewnym momencie naszego życia pragnie poznać ten świat, a Ty pragniesz tego poznania. Nie ma co się łudzić jesteśmy i pozostaniemy nawet dla siebie samych wielką tajemnicą. Oczywiście – trzeba poznawać, próbować, szukać, ale trzeba też mieć pokorę, by czasem po prostu uklęknąć przed tą tajemnicą, pogodzić się z nią i podziękować Bogu za ten cały inny świat, za tą osobę przy której jesteś.

Wchodząc z kimś w relację wyruszamy na niezwykłą wyprawę. Wyprawę pełną nieprzewidzianych niebezpieczeństw, ale też zwyczajnych trudów codziennej wędrówki. Tak naprawdę jest to podróż w nieznane. Ale żadna to przygoda w której wszystko mamy pod kontrolą i wiemy co za chwilę się wydarzy, prawda? A ta przygoda ma zadatki na największą i najpiękniejszą w naszym życiu. Jest pełna dzikości, tajemnicy i miejsc w których nikogo jeszcze nie było. W takiej wyprawie nieprawdopodobnie ważny jest nasz ekwipunek. To, co weźmiemy ze sobą może zadecydować o powodzeniu całego przedsięwzięcia. Zdumiewające jest to, że niektórzy wyruszają bez żadnego przygotowania. Chcą zdobyć szczyt idąc w kapciach i męcząc się bezlitośnie dziwią się, że wszystko tak boli, a dookoła jest kompletna ciemność. Jest wiele rzeczy, które warto wziąć, ale nie pakuj wszystkiego. Takiego plecaka nie da się nieść. Ja prócz paru innych spakowałem książkę Jana Pawła II „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. Z niej dowiesz się nie tylko jak być stróżem tajemnicy podmiotu, jak to pomaga w przeżywaniu tego co jest między kobietą a mężczyzną, ale też czym jest miłość oblubieńcza i co to znaczy być darem dla kogoś.

Pamiętaj Ty też jest przeznaczony do tej wielkiej przygody. Wstań. Idź. Jesteś stróżem tajemnicy podmiotu.

Modlitwa o czystość – by to, co duchowe, kierowało tym, co cielesne

 

Panie, dziękuję Ci za moje ciało,

którym mogę wyrażać miłość.

Dziękuję za każdy dobry dotyk, czułość i cielesną bliskość,

którą otrzymuję i mogę dawać bliskim.

Proszę Cię o czystość, która jest przyjaciółką miłości.

Pomóż mi zachować wolność od presji erotyzmu,

który niszczy i zniewala.

Zachowaj we mnie wstyd,

który ochroni moją godność.

Jezu, z ciałem ubiczowanym,

wystawionym na poniżenie,

który wziąłeś na siebie całą nieczystość świata,

strzeż mnie, bym nie upokarzał ciała swojego ani innych.

Pomóż, by to, co duchowe, kierowało tym, co cielesne.

Boże wcielony, chcę chwalić Ciebie w moim ciele,

teraz i po zmartwychwstaniu,

na wieki wieków.

AMEN