Słowo stało się Ciałem

Czas adwentu już się kończy. Już za kilka godzin będziemy świętować pamiątkę narodzin Jezusa. Święta to przede wszystkim czas kontemplacji zbawczych dzieł Boga, czas poznawania Miłości, która zaprowadziła Boga najpierw do łona kobiety, a potem do żłobu w ubogiej grocie. Rozważając sposób, w jaki Bóg postanowił nas zbawić, polegający na Jego przyjściu na Ziemię w ciele, możemy zrozumieć, jak nasze ciało jest ważne.

Jest to szczególnie ważne w obliczu wielu karykatur chrześcijaństwa, które rozpowszechnione są w Kościele także i przez księży; karykatur, których ofiarą jestem również i ja.

Jedna z karykatur polega na marginalizowaniu ważności sfery cielesnej, a wręcz uważanie jej za sferę grzeszną. Cała energia człowieka nakierowana ma być na rozwijaniu się duchowym, na ratowaniu duszy, a ciała należy się wyrzekać lub wręcz nim gardzić. W moim odczuciu jest to pogląd godzący zarówno w kobiety, jak i mężczyzn i jak każde wypaczenie, jest to pogląd groźny. Groźny jest dlatego, że odciąga od kościoła ludzi, którzy nie chcą mieć wiele wspólnego z taką karykaturą człowieczeństwa. Sam, przez lata od czasu mojego świadomego nawrócenia w dorosłym już życiu, dusiłem się w Kościele, czując ,,podskórnie”, że coś jest nie tak. W kościele mówi się wciąż o życiu duchowym, mówi się o modlitwie w znaczeniu modlitwy myślnej. Byłem na niejednych rekolekcjach wyjazdowych i wszelkie sprawy cielesności ograniczały się do stołówki. Na jednych rekolekcjach rozciągałem się rano i czułem się jak buntownik. Chlubnym wyjątkiem są rekolekcje Lwa Judy i dumny jestem, że miałem możliwość w uczestniczenia w nich i ich współorganizowania.

Karykatura chrześcijaństwa, polegająca na uważaniu cielesności za poślednią sferę człowieka, atakuje nas ze wszystkich stron. Klerycy, których widuję niedaleko domu, mają zazwyczaj łagodne buzie i przyklejony uśmiech. Księża często są przygrubi, nieruchawi, mają ambiwalentny stosunek do seksualności (to się powoli zmienia). Uduchowione kobiety mówią cichym natchnionym głosem. Czasem mam wrażenie, że większość ogłoszonych świętych było słabego zdrowia, a ze świętych obrazków świecą mdłe twarze. Angażowanie ciała podczas modlitwy ogranicza się do klękania, składania rąk i wzbudzania drgań strun głosowych. Post i inne praktyki pokutne, bez odpowiedniego wyjaśnienia, jawią się również jako atak na złe ciało. Nie ma się co dziwić ludziom, którzy krytykują Kościół, przy czym jak się okazuje, atakują oni tak naprawdę nie Kościół, ale jego karykaturę.

Prawda jest taka, że dojrzałe chrześcijaństwo niesamowicie ceni ciało i nie traktuje go jako czegoś gorszego od innych sfer człowieka. Skupienie się jedynie na duszy to wypaczenie, ponieważ to cała osoba jest w centrum chrześcijaństwa.

Życzę sobie i Tobie, abyśmy w te święta, poprzez zadumę nad Bożym Narodzeniem, oczyścili nasze podejście do swojego ciała. Spośród wielkich religii tylko chrześcijaństwo naucza, że Bóg stał się ciałem. Nie ma innej religii, która by do tego stopnia doceniała ciało człowieka. Pokazuje to sam Bóg, który tak ceni cielesność człowieka, że stał się cielesnością, a na każdej mszy jest również z nami obecny w postaci cielesnej.

Życzę też tego, byśmy wiedząc, jak ważne jest nasze ciało, potrafili się nim cieszyć, dbać o nie i abyśmy zaprzęgli je w modlitwę, by CAŁYM SOBĄ kochać i czynić dobro.

Artykuł zainspirowany sesją Marka Dziewieckiego pod tytułem Karykatury Chrześcijaństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *