O dwóch głodach

Głód. Czasem wydaje się nam, że żyjemy, a jednak czegoś lub kogoś nam brakuje. Wyczekujemy, że coś się wydarzy i ta nasza tęsknota, ten głód zostanie zaspokojony, a wtedy ruszymy z miejsca. A to wciąż nie może, albo nie chce się wydarzyć. Czekamy, czekamy. Mijają dni miesiące lata i stoimy w tym samym miejscu. Wciąż czekamy. Przecież zasługuję na coś z życia, należy mi się! Brakuje mi tego i chcę, żeby ten głód minął! Jakbym był więźniem, samego siebie, swojej historii życia. Brak. Głód. Niech ktoś go zaspokoi a wtedy zacznę żyć… Brzmi znajomo?

longing.._

Zanim przejdziemy do sedna… Są dwa rodzaje głodu, tęsknoty. Pierwsza – tęsknota za Bogiem, wpisana w nas ludzi. To On nas stworzył i jesteśmy na Niego naturalnie nastawieni. Chcemy tego czy nie, możemy to wypierać, ale i tak to pragnienie w nas będzie. Tęsknimy za swoim stwórcą. Niby wszystko mamy, a czegoś brakuje. Właśnie, brakuje Jego. Tęsknimy, za jego Miłością. I to jest jeden głód.

Skupmy się jednak na tym drugim – głodem miłości (tak go nazwiemy). Każdy z nas pragnie być kochany. Każdy potrzebował być kochany i akceptowany, jak stawiał pierwsze kroki, chodził do szkoły i pierwszy raz się zakochiwał w Zosi z Brukowej 24/56.

Każdy z nas ma jakąś przeszłość, w której tak czy inaczej był wychowany. Lepiej gorzej, ale to nasza historia życia. Krótsza, dłuższa; bardziej przebojowa, nudna czy też skomplikowana. Może, ktoś nas nie akceptował – z rodzeństwem i rodzicami na czele, wytykał palcami, wyzywał, krzywdził. Sąsiedzi Cię bili, pani od matematyki ciągle krzyczała, że nic z Ciebie nie będzie bo ułamków nie umiesz dodawać (a dziś jesteś profesorem od całek i matematyki stosowanej, ot taki żart). Od bliskich za to w życiu nie usłyszałeś, że jesteś ważny i wspaniały. Ojciec nigdy nie był z Ciebie dumny, mama była bezduszna i codziennie się upijała do nieprzytomności… I wiele innych historii.

Każdy z nas ma własną. Dobrze, jeżeli wspominasz to teraz żartobliwie z perspektywy czasu i masz ku temu dystans. Masz to jakoś przerobione i przetrawione. Nie zawsze tak jest.

Możemy wypisywać te różne dziwne sytuacje naszego życia w nieskończoność. Znamy to z własnego podwórka i myślę, że jakbyśmy tak usiedli, nazbierało by się tego trochę. Nie chcę się rozwlekać. Zasygnalizowałem wbrew pozorom kilka stanów, sytuacji, może faktów z Twojego życia, które w Twojej historii odegrały mniej lub bardziej znaczącą rolę.

Jak to ma się do teraz? Tego nie wiem. Sam na to pytanie musisz sobie odpowiedzieć. Może jest coś z Twojej przeszłości co Cię blokuje i wymaga przemyślenia, przerobienia, uzdrowienia, nazwania rzeczy po imieniu. Może masz ogromny głód tego, że potrzebowałeś miłości i akceptacji a za bardzo Ci jej nie okazywano… Albo (uwaga) nie potrafiono Ci jej okazać, chociaż bardzo Cię kochano. Obiektywnie bliscy Cię kochali, ale nie potrafili, albo źle to wyrażali. Ty subiektywnie odebrałeś to jako brak miłości, nie czułeś się kochany, chociaż bardzo Cię kochano…Jest różnica?  Tak, ale twoje serce, wrażliwość  zapamiętała to różnie. Pozostał głód mniejszy czy większy. Dla jednego to absurd i totalna bzdura. I dobrze. Dla drugiego to powód blokady, stania w miejscu od lat i głodu miłości.

Jak tak masz, to co dalej? Po prostu działaj i współpracuj z łaską Pana Boga. Sama łaska nie wystarczy, często same działanie też nie wystarczy. Jak mawiał jeden ze świętych – módl się tak jakby wszystko zależało od Boga, rób tak jakby wszystko zależało od Ciebie. I tak ma być.

Jak działać?
Nazwałeś rzeczy po imieniu, przebaczyłeś, zrozumiałeś – masz to przerobione. Zaprosiłeś Jezusa, aby to uzdrowił. Jak było coś ciężkiego, nie radzisz sobie – udałeś się do psychologa, pogadałeś z kimś zaufanym. To świetnie. I o to chodzi. Im bardziej skomplikowane i poważna przyczyna czy braki, tym zastosujesz środki adekwatniejsze do sytuacji. No i łaska. Jak nic ze swoim głodem nie zrobiłeś, albo dopiero co go odkrywasz, masz poczucie, że na teraźniejszość ma wpływ Twoja przeszłość – to warto się nad tym zastanowić. Oczywiście to są tylko przykłady, błahe lub mniej ale, mam nadzieję, że załapałeś o co chodzi.

I jeszcze jedno, czasem na uporządkowanie pewnych spraw potrzeba jednego wieczoru a czasem kilku lat. Same działanie nie wystarczy. Potrzebna jest momentami bardzo konkretna pomoc Pana Boga. Ważne jest, aby nazwać rzeczy po imieniu i zrozumieć, jaki miały wpływ na Twoje życie – czyt. mały, poważny, nieznaczący albo żaden. Pytanie czy sam jesteś w stanie tak to nazwać i obiektywnie ocenić: co i dlaczego oraz czy i jak wpłynęło na Twoje życie. Są osoby, które sobie z tym poradzą bez problemu same, a są też takie, które będą potrzebowały kogoś z zewnątrz: przyjaciela, terapeuty, księdza, lekarza, sąsiadki. Wtedy łatwiej im będzie spojrzeć na swoje życie i uporządkować to „trudne coś” z przeszłości.

No dobra nazwaliśmy rzeczy po imieniu, przebaczyliśmy i współpracujemy z łaską Pana Boga. No ale co dalej? Przecież ciągle czekam! No właśnie czekasz i nic nie robisz… Znaczy się tylko czekasz.

Longing-for-God (1280x823)

Co dalej? A może z postawy wyczekującej przejdź do postawy działającej? Chcesz, aby Cię kochano? Kochaj! Sam zacznij się dzielić i dawać dobro. Zamiast siedzieć i ciągle jęczeć, zacznij dawać siebie i działać. Fakt przed tym czasem trzeba nad swoim losem gorzko zapłakać i przeboleć ten brak czy głód, ale nie można w nim ciągle tkwić i trwać. Tak! Nie możesz ciągle jęczeć i zawodzić. Działaj i dawaj! Tylko też, rób to z głową i nie popadaj w skrajności w skrajność, ale o tym innym razem.

A teraz kwintesencja: Nazwij swój głód, znajdź przyczynę, zaproś Boga, zrozum, przebacz, przerób, pęknij, zacznij działać. Bezinteresowność, pomoc, wyjście z czekania – to jest to jak masz działać, ale poszanuj też siebie. Służ, ale nie dawaj się wykorzystywać. Rób to z głową i odpowiedzialnością.

Ważne abyś dał sobie czas, okazał zrozumienie i może przebaczył też samemu sobie… Początki mogą być łatwe, albo trudniejsze, albo trudne. Ale? Chcesz postępu prawda? Nie od razu Amerykę zbudowano, a jak w Twojej historii nazbierało się trochę bałaganu, to może to trochę potrwać. Jest też opcja, że Pan przyjdzie z łaską i uzdrowi Cię natychmiast. To też się zdarza, ale nastaw się też na to, że może potrzebował będziesz trochę więcej czasu. Ile tego nie wiem. Bóg czasem musi do uzdrowienia Cię przygotować, doświadczyć, coś pokazać, wyprowadzić na pustynię i może jeszcze raz starą ranę rozgrzebać, aby dobrze oczyścić. Jak w chirurgii – brudną, źle gojącą się ranę czasem trzeba otworzyć i opracować, aby dobrze się zagoiła (wypłukać, usunąć stare brzegi, oczyścić z martwicy, coś wykroić). Zagoiła, a nie wciąż jątrzyła. Bóg nie zawsze też pokazuje Ci wszystkie brudy na raz, bo byś tego nie uniósł. To wymaga czasu i rozłożenia pewnych elementów uzdrowienia w czasie. Przemiana to pewien proces na który składają się różne składowe. Pozwól Mu i sobie nadać tempu wzrostu i uzdrawiania, sam też działaj.

Módl się i pracuj nad sobą. Proś o mądrość, albo mądrych ludzi wokół Ciebie.
Czas i cierpliwość, mądrość i dystans. Tego Ci trzeba. No i wiary, i trwania w łasce. Wstań!

Chyba, że dalej chcesz w tkwić w tym w czym tkwisz, czekając na… nie wiem gwiazdkę z nieba? Uważaj, bo możesz się obudzić za 20 lat w tym samym miejscu… Jakby co, ostrzegałem.

3 myśli nt. „O dwóch głodach”

    1. Tez ostatnio zauwazylem, ze szczegolnie przez post jestesmy bardziej otwarci na łaski Pana Boga, ale nie rozumiem do konca dlaczego tak sie dzieje. Pierwotnie czlowiekowi jedzenie jest potrzebne do przezycia, dzieki jedzeniu dostarczamy cialu energii, a mimo to poprzez post dostajemy tej energii wiecej. Czy chodzi o to, ze przez ofiare jaka jest post dostarczamy energie naszemu duchowi? Nie wiem czy dobrze to interpretuje. Czy ktos moglby mi to wyjasnic, ewentualnie poprawic ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *