Magis Lwa Judy. Ojcostwo.

          Image00002

  Ten Magis miał być inny niż wszystkie. Spotkaliśmy się  20 kwietnia o godz. 6:00 na stacji Lotos przy ul. Grudziądzkiej w Toruniu. Tym razem nasz wypad był tworzony w kooperacji z stowarzyszeniem Wędka. Można by powiedzieć że słowo magis (łac. „bardziej”, „więcej”) nabrało pełni na swoim znaczeniu, ponieważ nasze aktywności mieliśmy przeprowadzić wespół z młodzieżą. Trzeba przyznać, że sposób spędzenia tego czasu bardzo korelował z tematem jaki przerabialiśmy podczas tego cyklu spotkań, czyli z tematem ojcostwa.

            Jeżeli temat o ojcostwie, to postanowiłem, że tym razem na Magis zaproszę swojego tatę, tym bardziej, że Zbyszek – prowadzący ten cykl, zachęcał byśmy przyprowadzili kogoś ze sobą, aby nas było więcej. Na miejsce spotkania przyjechałem samochodem, zaparkowałem na parkingu stacji. Powietrze rześkie, rosa leżała jeszcze na trawie a miasto dopiero budziło się do życia. Ja również czułem, że do pełnego przebudzenia brakuje mi mocnego akcentu. Tak, kawa, to by było to! Na szczęście mieliśmy pod ręką stację benzynową, więc udaliśmy się wraz z tatą by dokończyć wspólnie poranny rytuał przebudzenia. Przez przeszkloną witrynę zaobserwowałem znajome twarze z Lwa Judy, więc udaliśmy się na miejsce zbiórki. Wśród zgromadzonych panowała atmosfera oczekiwania, gdyż na horyzoncie nie zaobserwowaliśmy jeszcze przedstawicieli Wędki. Czyżby to była za wczesna pora dla nich? – padały pytania. Tymczasem nieśmiało wjechali na rowerach dwaj chłopcy, a chwilę później dojechał Wojtek – prezes wędki, wraz z kolejnym chłopakiem. Po chwili dołączyło do nas jeszcze kilku przedstawicieli stowarzyszenia. A zatem spotkaliśmy się już wszyscy faceci i chłopacy. Ruszamy, dostaliśmy mapę z wyznaczonym celem, a więc pierwsze zadanie przed nami. Udajemy się wspólnie na tereny po starym poligonie JAR. Na miejscu czekało na nas przygotowane wcześniej miejsce po bunkrze a przed nim na wielkim betonowym kamieniu rozłożone były różnego rodzaju sprzęty. Łuki, procę, piły do drewna, młotki, sznurki, poziomice, i kilka jeszcze niestandardowych rzeczy. Jak to zobaczyłem, wtem moja wyobraźnia została pobudzona. Wojtek wytłumaczył, że naszym wspólnym zadaniem będzie wymyślenie zespołowych konkurencji z użyciem sprzętu jaki przygotowali chłopacy z wędki. To pozornie proste zadanie, okazało się wyzwaniem na całe przedpołudnie. Z ogromu propozycji zdecydowaliśmy się na pierwszą – sztafetę przez dwu metrowy wał. Podzieliliśmy się na dwie drużyny, „Orły” i „Szczury z Jaru” w każdej z drużyn było po równo facetów i chłopaków. Wszyscy ustawili się na wyznaczone miejsce startu i wystartowaliśmy. Walka była emocjonująca. Na początku Orły obrały prowadzenie, ale w połowie sztafety Szczury wyprzedziły konkurentów i zwyciężyły. Punkt dla drużyny Szczurów z Jaru. Ucieszyłem się bo to moja drużyna J. Następna konkurencja to drużynowe pocięcie gałęzi na osiem równych kawałków. A zatem udaliśmy się na poszukiwania dwóch równych gałęzi, po czym wystartowaliśmy w bój. Tym razem również drużyna Szczurów okazała się lepsza.

Image00020

            Oddech, po tych dwóch konkurencjach, stawał się szybszy, zmęczenie dopadło prawie każdego. Dlatego też następne wyzwanie dało chwile na odpoczynek, choć okazało się chyba najtrudniejszym ze wszystkich. do rąk otrzymaliśmy proce i zadaniem każdego z drużyny było oddać 3 strzały tak by strącić puszkę po piwie z odległości około dwudziestu metrów. Zadanie to jednak przerosło wszystkich uczestników, więc by  się nie dać pokonać puszce, postanowiliśmy, że weźmiemy sprawy w swoje ręce i strącimy ją rzucając kamieniami. Drużyna której członek pierwszy strąci puszkę wygrywa. Na puszkę poleciał grad kamieni, ale i to na początku nie poskutkowało. Po chwili Zbyszek z drużyny Orłów wykonał jedyny celny strzał i tym samym zdobył punkt dla swojej drużyny.

            Do wykonania następnych dwóch konkurencji potrzebne było również sprawne oko, ale tym razem nie rzucaliśmy do celu, a próbowaliśmy odmierzyć odległość 15 m bez użycia miary. Drużyna Orłów obrała taktykę średniej statystycznej, każdy z drużyny odmierzał krokami piętnaście metrów i później z wszystkich wymiarów wyciągali uśredniony wynik. Moja drużyna Szczurów wpadła na pomysł by wykorzystać wzrost jednego z naszych zawodników, który mierzył równo dwa metry i kazali mu kłaść się na ziemie i odmierzali odległość. Okazało się jednak, że popełniliśmy błąd w pomiarach i o jeden raz za dużo kazaliśmy mu się położyć, tym samym odbiegliśmy znacząco od zamierzonego wyniku. Orły w tej konkurencji okazały się skuteczniejsze. Kolejna konkurencja również polegała na sprawnym odmierzeniu, ale tym razem musieliśmy ustawić jak najdokładniej poziomo linkę pomiędzy dwoma patykami wbitymi w ziemię. W tej rywalizacji lepsza okazała się drużyna Szczurów.

            Po tych konkurencjach padł pomysł aby zorganizować mecz piłki nożnej. Żywo zabraliśmy się do tworzenia boiska na pobliskiej przestrzeni pokrytej piaskiem. opony do połowy wkopane w ziemi służyły za bramkę a poprzeczką była taśma zawieszona około pół metra nad ziemią pomiędzy tymi oponami. Rywalizacja była zacięta, nogi plątały się wszystkim na piaszczystej glebie. Zadanie okazało się trudniejsze niż wszyscy przypuszczali. Mecz miała wygrać ta Dryżyna, która pierwsza strzeli bramkę. Gra trwała kilkadziesiąt minut, wszyscy powoli opadali z sił gdy nagle drużyna Orłów zdobyła gola.

Image00016

            Wymyślenie następnej konkurencji była dość czasochłonnym zadaniem. Pomysłów padało wiele, ale nie znajdowały aprobaty większości. W końcu padł pomysł by zagrać w grę, która nie miała swojej szczególnej nazwy. Do przeprowadzenia tej konkurencji potrzebne było przygotowanie terenu. Zabraliśmy się za oznaczenie linii pól. Pole do gry wyglądało jak dwa kwadraty o wspólnym boku, które były przydzielone do każdej drużyny. Wokół tych kwadratów biegły wąskie Ścieszki którymi musieli się przedostać zawodnicy tak by dostać się na pole przeciwnika. Zasada była jedna, nie można było przekroczyć linii – ten kto przekroczył linię, w którąkolwiek stronę odpadał z gry. Wszystkie chwyty były dozwolone, by wypchnąć lub przeciągnąć przeciwnika przez linię. Drużyna, której przedstawiciel dostał się na pole przeciwnika i dobiegł do miejsca skarbu, zdobywała punkt. Punkt też mogła otrzymać ta drużyna, która wyeliminowała wszystkich z przeciwnej drużyny. Zabawa tak nam się spodobała, że graliśmy w nią kilka razy, a ubawu było przy tym co niemiara.

Image00033

            W końcu, wszystkie rywalizacje dobiegły końca. Nareszcie przyszła pora na zorganizowanie wspólnego ogniska. Wymęczeni i wygłodniali zabraliśmy się za poszukiwanie drewna na opał. Ognisko zapłonęło i każdy wyciągnął z swoich plecaków prowiant jaki ze sobą przyniósł. Czas ten spędziliśmy na rozmowach i odpoczynku po całym męczącym i pełnym atrakcji przedpołudniu. Pogoda tego dnia nam bardzo dopisała, słońce świeciło przez cały dzień a niebo było prawie bezchmurne. Po dłuższej chwili, gdy wszyscy już się najedli, ognisko zaczęło przygasać. Chłopacy z Wędki zaczęli rozstawiać tarcze i rozwieszać nadmuchane balony na wale, przez który zorganizowaliśmy sztafetę. Po rozstawieniu wszystkich celów przynieśli łuki wraz ze strzałami. Każdy z nas mógł sprawdzić się w celności w strzelaniu z łuku. Czas wspólnego Magis dobiegał już końca dla członków Lwa Judy. Wojtek zaproponował im odwiezienie swoim Jeepem do miejsca porannej zbiórki. Ja z Tatą zostaliśmy jeszcze z chłopakami z wędki i próbowaliśmy swoich sił w strzelaniu z łuku. Gdy Wojtek przyjechał z powrotem postanowiliśmy i my zakończyć to szalone przedpołudnie i udać się do domu na zasłużony odpoczynek. Pożegnaliśmy się z wszystkimi i udaliśmy się pieszo do miejsca porannej zbiórki gdzie czekał już na nas zaparkowany samochód. Były to dla mnie niezapomniane chwile, które pierwszy raz spędziłem w tak niekonwencjonalny sposób z moim tatą i dzięki nim mogłem również poznać się z tymi wspaniałymi chłopakami, którzy prężnie działają i rozwijają się w stowarzyszeniu wędka.

Autor artykułu: Marcin Rutkowski

Image00019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *