„Kaznodzieja z karabinem”. Na ostro!

Ten film wgniata w ziemię. Od pierwszej sceny. Młody murzyński chłopiec zostaje zmuszony przez grupę uzbrojonych, naćpanych bandytów do zabicia własnej matki. Powód? Ci bandyci są muzułmanami, chłopiec i jego matka to chrześcijanie. Odwieczny konflikt, toczony w Sudanie od trzydziestu lat. W tę dziwną wojnę religijną – bezsensowną, niezrozumiałą i nierzeczywistą jak większość wojen w Afryce wkracza Sam Childers, eks członek gangu motocyklowego…

kaznodzieja z karabinem - plakat filmu

Sam Childers to postać autentyczna. O jego przygodach można przeczytać w książce „Another Man’s War”. Nawrócony ze złej drogi, pojechał do Afryki budować kościoły i sierocińce. To co zobaczył przygniotło go na chwilę do ziemi. Wrócił do swojej ojczyzny,  Pensylwanii, do swojego kościoła – zbudował własny kościół oraz powołał do życia wspólnotę „Shekinah” – dla nawróconych grzeszników. Wspólnota wchodzi w skład Unii Kościołów Zielonoświątkowych w USA. Childers  stał się kaznodzieją. On prosty chłop z dziury w Pensylwanii, zaczął mówić o Bogu. Ale coś ciągnęło go z powrotem do Afryki. Wrócił tam, zebrał „ekipę” młodych, na wszystko gotowych ludzi i z bronią w ręku zaczął ratować sieroty na granicy Sudanu i Ugandy. Zbudował sierociniec – fortecę, z której urządzał – i chyba do dziś urządza rajdy dwiema terenowymi Toyotami, ratując małych, afrykańskich braci.

Marc Forster, reżyser jednego z ostatnich Bondów „007 Quantum of Solace”, zaprosił do współpracy, znanego z filmu „300” Gerarda Butlera. Butler, postawny chłop pod wąsem, który wcielił się w rolę Childersa nie udaje, nie gra. On po prostu jest kaznodzieją z karabinem – jak określają Childersa Afrykanie. W filmie widzimy jego drogę do nawrócenia – jest świetna scena, jak wychodzi z więzienia, jedzie na swoim motorze do baru i ładuje sobie w „żyłę” działkę heroiny w brudnej, cuchnącej  toalecie. Stacza się na samo dno. Widz nie wierzy, że ktoś taki się zmieni. A jednak. Sam Childers wychodzi z szamba w jakim tkwił, przy okazji ratując najlepszego kumpla Donnyego. Jako kaznodzieja, wszystko stawia na jedną kartę – na Boga. Może dlatego właśnie pojechał do Afryki, ratować dzieci? Ja, od dziecka będąc przy kościele, mam takie wrażenie, że nie odważyłbym się chyba na podobny krok. Nie sięgnąłem dna, nie miałem historii spektakularnego nawrócenia. Nie rozumiem Św. Pawła, który, podobnie jak Sam Childers, narobił w życiu wiele zła. I później, po trzech dniach ślepoty, stał się jednym z najważniejszych w historii kościoła apostołów.

filmowy i prawdziwy Sam Childers - Gerard Butler i Sam Childers, fotosy z planu

Są też w filmie sceny, które każdemu facetowi powinny coś uświadomić. Sam Childers, już nawrócony, wojownik o sprawę, wracając do Stanów próbował i pewnie nadal próbuje przekonać możnych tego świata do swojej pracy i prosić ich o datki. W filmie widzimy jak wali głową w mur, jak staje się co raz bardziej nerwowy, jak pomiata swoimi współpracownikami, rodziną – żoną i córką. Zatraca się w swojej zemście. Przeklina Boga, który dał mu misję, ale nie dał siły. Chce popełnić samobójstwo. I wtedy, w prostej murzyńskiej chacie, przychodzi do niego tamten chłopiec, z początku filmu, ten któremu kazano zabić matkę. Mówi Childersowi, żeby nie dał sobie odebrać serca. To on jest narzędziem Boga, nie odwrotnie.

Po obejrzeniu filmu „Kaznodzieja z karabinen”, w pierwszym odruchu chciałem wszystko rzucić, przez rok nauczyć się strzelać, potem odnaleźć kontakt do Childersa i razem z nim walczyć o dzieci w Sudanie. Na szczęście Bóg dał mi inną misję. Walczę ze złem w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym dla dziewcząt. Spotykam tam młode – stare dziewczyny: gwałcone, maltretowane, zaniedbane, zdemoralizowane. Nie kochane. Też mam czasem dość. Jak Bóg mógł pozwolić, aby tak się z nimi obchodzono? I zawsze wtedy, gdy tak myślę, przypomina mi się początkowa scena z afrykańskim  chłopcem. Więc uczę moje dziewczyny, podobnie jak Sam Childers, aby nie traciły serca. Może na tym polega bycie prawdziwym twardzielem?

autor: Maciej Samolej

Jedna myśl nt. „„Kaznodzieja z karabinem”. Na ostro!”

  1. Oglądałem ten film i bardzo mi się podobał ale podsumować go można chyba tylko jednym zdaniem: „Nie stawiajcie oporu złu”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *