Jan Paweł II o miłości i seksie

Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju stawiają przed czytelnikiem dwa kontrastujące ze sobą obrazy z udziałem dwojga ludzi: Adama i Ewy. Obraz pierwszy – czytamy w Księdze Rodzaju: „A byli oboje nadzy, Adam i jego żona, a nie wstydzili się”. Obraz drugi: „A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski”. Dwa obrazy – dwie sytuacje. Tym co odróżnia oraz radykalnie oddziela od siebie obie sytuacje, jest pojawienie się we wzajemnym odniesieniu obojga nowego doświadczenia, mianowicie doświadczenia wstydu seksualnego. Jak gdyby autor tego tekstu poprzez zastosowanie tego kontrastu sugerował czytelnikowi: zastanów się nad doświadczeniem wstydu, nad jego naturą, rolą, jaką odgrywa to doświadczenie; zobacz, co się za nim kryje.

  Adam i Ewa, Fresk z rzymskich katakumb Marcelina i Piotra, IV w.

Bł. Jan Paweł II odczytał tę sugestię i poszedł za nią, korzystając z bogatego w tej materii dorobku współczesnych myślicieli: Maxa Schelera czy pomorskiego filozofa ks. Franciszka Sawickiego. Tak oto pisze o wstydzie:

„Czym jest wstyd? (…) Z dokonywanych współcześnie analiz wstydu – zwłaszcza wstydu « seksualnego » – trzeba wnioskować o szczególnej złożoności tego podstawowego przeżycia, w którym wyraża się człowiek jako osoba we właściwej sobie strukturze. W przeżyciu wstydu człowiek doświadcza lęku wobec « drugiego ja » – tak więc np. kobieta wobec mężczyzny – a jest to lęk o własne « ja »; człowiek niejako « odruchowo » wyraża tymże samym przeżyciem potrzebę afirmacji swego « ja »: akceptacji na miarę istotnej dla niego wartości. Wyraża zaś równocześnie na wewnątrz: w sobie samym, i na zewnątrz: wobec « drugiego ». Można zatem powiedzieć, iż wstyd jest przeżyciem wielorako złożonym także i w tym znaczeniu, że oddalając niejako człowieka od człowieka (kobietę od mężczyzny), szuka równocześnie osobowego ich zbliżenia, ustanawiając dla niego właściwą płaszczyznę i « poziom »”[1].

A zatem wstyd jest (1) przeżyciem, które pojawia się (2) odruchowo (jest tu pewna niezależność od woli, spontaniczność), jego integralnym elementem jest (3) lęk o to, że (4) zostanie się potraktowanym nie jak osoba, że w oczach drugiego jest się zredukowanym do jakiegoś tylko aspektu, nieodpowiadającego pełni wartości osoby.

Przykładowo, w relacji lekarz-pacjent, jeżeli lekarz obchodzi się z pacjentem traktując go wyłącznie jak kolejny przypadek chorobowy i daje temu zewnętrzny wyraz np. w sposobie mówienia, u pacjenta pojawi się wstyd z powodu choroby, u podstaw którego leży jednak o wiele głębsze doświadczenie bycia potraktowanym w sposób przedmiotowy. Podobnie u osób z widocznym kalectwem w reakcji na ciekawskie spojrzenia postronnych pojawia się wstyd, którego źródło stanowi niebezpieczeństwo bycia sprowadzonym w oczach drugiego jedynie do tego aspektu: kalectwa, wybrakowania. Albo też dorastające dziecko, które coś zbroiło i wstydzi się powiedzieć o tym rodzicom. Dlaczego się wstydzi? Czyż nie dlatego, iż (słusznie czy nie) obawia się, że odtąd rodzice będą na nie patrzyli przez pryzmat popełnionego występku? A przecież jest ono kimś więcej aniżeli jego własny czyn.

Z kolei w relacji, w której zaangażowana jest płeć osoby, będzie to lęk przed byciem zredukowanym do sfery cielesności, płciowości, przed byciem potraktowanym w roli możliwego przedmiotu użycia, nawet na etapie samego spojrzenia drugiego człowieka.

Dzięki temu, że przeżycie wstydu jest odruchowe (Scheler nazywa je Shutzgefühl – uczuciem ochronnym), dzięki temu że jest po prostu reakcją na sytuację, w jakiej znalazł się człowiek, stanowi ono zarówno obiektywnie jak i subiektywnie (dla doświadczającego go człowieka) świadectwo istnienia obiektywnego porządku w relacjach pomiędzy ludźmi, prawidłowości, według których winny się układać relacje między kobietą i mężczyzną, zwłaszcza w sferze płciowej. Porządek ten, owa prawidłowość została sformułowana przez Karola Wojtyłę w dziele „Miłość i odpowiedzialność” w postaci tzw. normy personalistycznej – zasady, postulatu afirmacji osoby:

„Norma ta jako zasada o treści negatywnej stwierdza, że osoba jest takim dobrem, z którym nie godzi się używanie, które nie może być traktowane jako przedmiot użycia i w tej formie jako środek do celu. W parze z tym idzie treść pozytywna normy personalistycznej: osoba jest takim dobrem, że właściwe i pełnowartościowe odniesienie do niej stanowi tylko miłość”.

Miłość w jej najrozmaitszych konfiguracjach, aspektach i formach znajduje się tu na przeciwległym biegunie wobec takiego typu relacji, który określamy terminem « używanie » – słowem opisującym nasze odniesienia do przedmiotów, do rzeczy.

Prowadząc rozważania na temat miłości, Karol Wojtyła analizuje rozmaite jej etapy czy formy, ale szczególne miejsce poświęca kategorii miłości, którą określa mianem miłości oblubieńczej:

„Miłość oblubieńcza jest czymś innym jeszcze niż wszystkie dotąd przeanalizowane aspekty czy formy miłości. Polega ona na oddaniu swojej własnej osoby. Istotą miłości oblubieńczej jest oddanie siebie, swojego „ja”. Stanowi to coś innego i zarazem coś więcej niż upodobanie, pożądanie, a nawet niż życzliwość. Te wszystkie formy wychodzenia w kierunku drugiej osoby pod kątem dobra nie sięgają tak daleko jak miłość oblubieńcza. Czymś więcej jest „dać siebie” aniżeli tylko „chcieć dobra”, choćby nawet przez to drugie „ja” stawało się jakby moim własnym, jak w przyjaźni. Miłość oblubieńcza jest czymś innym i czymś więcej niż wszystkie przeanalizowane dotąd formy miłości zarówno od strony indywidualnego podmiotu, od strony osoby, która kocha, jak i od strony łączności między-osobowej, którą miłość wytwarza. Kiedy miłość oblubieńcza wejdzie w tę relację między-osobową, wówczas powstaje coś innego niż przyjaźń, mianowicie wzajemne oddanie się osób”.

Miłość oblubieńcza – najwznioślejszy rodzaj miłości, kulminacyjny jej etap – oddanie samego i całego siebie – może się wyrażać w relacji seksualnej kobiety i mężczyzny. Współżycie może stać się materią wyrazową takiej miłości!

Z jednej strony może być wyrazem użycia drugiego człowieka na sposób rzeczy (aż do właściwego rzeczom zużycia), potraktowaniem go li tylko jako środka do założonego celu – własnej przyjemności, rozkoszy – i to nie tylko przyjemności zmysłowej ściśle związanej ze współżyciem seksualnym, ale i np. przyjemności, jaką daje posiadanie drugiego człowieka, jego ciała jak rzeczy.

A może również stać się wyrazem, znakiem, mową miłości oblubieńczej – całkowitego, nieodwołalnego i do końca oddania siebie drugiemu.

A jesteśmy jeszcze wciąż na płaszczyźnie natury, samego człowieczeństwa. Natomiast w przestrzeni chrześcijańskiej wiary można jeszcze uczynić dalszy krok…[2]

Fundamenty, na których kobieta i mężczyzna mogą w przestrzeni seksualności zbudować ten ostatni typ wzajemnego odniesienia – miłość oblubieńczą, jak również te czynniki antropologiczne, które mogą stanąć temu na przeszkodzie, dogłębnie i z pasją bł. Jan Paweł II opisuje w swojej teologii ciała, tj. w serii katechez środowych wydanych w formie książkowej pt. „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa”. Ciekawych odsyłam do źródła.

Autor: Aleksander Sztramski


[1] Bł. Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa, Watykan 1986, ss. 49-50.

[2] W kierunku sakramentalności, tj. przenoszenia w świat widzialny oraz urzeczywistniania odwiecznej i niewidzialnej tajemnicy Boga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *