Archiwum kategorii: Męska modlitwa

Modlitwy dla mężczyzn.

Modlitwa do świętego Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele! Broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła.

Amen

Wersja łacińska:

Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio; contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium. Imperat illi Deus; supplices deprecamur: tuque, Princeps militiae coelestis, Satanam aliosque spiritus malignos, qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo, divina virtute in infernum detrude.

Amen

Biegnę, by dogonić moje serce

Pasja do biegania pojawiła się u mnie już dawno. Nigdy nie potrafiłem być jednak dostatecznie wytrwały, by biegać regularnie. Miałem raczej kilkumiesięczne okresy treningów, oddzielone dłuższymi okresami stagnacji. Zawsze jednak w sercu miałem miłość do biegów. Na studiach udało mi się zacząć spełniać moje biegowe marzenia – najpierw przełamałem barierę 10km, szybko doszedłem do formy, która umożliwiła mi udział w półmaratonie (21km). Zwieńczeniem był udział w Maratonie Toruńskim, w czasie którego mimo bardzo złej pogody (upał) przełamałem swoją słabość i dobiegłem na metę. W miesiąc później dotknęła mnie kontuzja kolan, przez którą musiałem zaprzestać biegania.

Dostrzegłem, jak mocna – przynajmniej u mężczyzny –  jest relacja między ciałem a duchem. Niemożność biegania spowodowała osłabienie nie tylko mojej kondycji fizycznej, ale też i duchowej. Częściej niż poprzednio zaczęły męczyć mnie tzw. doły, radość gdzieś uleciała. Natrętnych myśli, z którymi wcześniej łatwiej dawałem sobie radę, teraz nie potrafiłem odeprzeć.

Blurred view of man running in snow

Kilka razy przez okres kilku lat próbowałem wrócić do biegania, mając nadzieję, że kolana mi na to pozwolą. Okazało się jednak, że poza kolanami, mam dodatkowego przeciwnika, który nie pozwalał mi biegać –  wewnętrznego lenia. Przez długi czas mojego marazmu wciąż go karmiłem. Teraz, gdy go zdemaskowałem, nie potrafiłem sobie z nim poradzić – wola, którą ćwiczyłem każdym treningiem, teraz była zbyt słaba. Wciąż jednak czułem wielkie pragnienie biegania. Było to coś, jakby z głębi mego serca. Rozpoczęła się wewnętrzna walka, która trwa do tej pory. Mimo, że mój leń był bardzo silnym przeciwnikiem, nie poddawałem się. Zrywów miałem kilkanaście. Wiem, że żaden nie był do końca przegrany. W końcu udało mi się przebiec dystans (najkrótszy z moich ‚maratońskich’ czasów) 12km bez wycieńczenia organizmu. Tak zaczął się miesiąc udanego biegania. Niestety obecnie znów nie biegam, ale się nie poddaję!

Każdy mój bieg ma coś wzniosłego. Niby zwyczajne ‚noga za nogą’, a jednak czuję, że robię coś dla siebie, coś dla swego serca. Wiem, że przez większość czasu nie dopuszczam serca do głosu. Podobno nasze najgłębsze pragnienia płyną właśnie wprost z serca, z tej najpiękniejszej naszej cząstki, w której Bóg ukrył nasze do Niego podobieństwo, w której wyrył nasze prawdziwe imię. Przez codzienne chodzenie na łatwiznę wyparłem się serca, zignorowałem je – nie liczyłem się z jego racjami.

Pascal powiedział: Serce ma swoje racje, których rozum nie zna. Sposobem  mojego rozumu na tą niedogodność było wygnanie serca ze ‚sztabu decyzyjnego’. I ono – zranione – uciekło w miejsca dla mnie niedostępne.

bieganie-zima

I właśnie podczas  biegania, szczególnie otoczony przyrodą, czułem, że moje serce daje się ‚zobaczyć’. Wiedziałem, że biegnąc przybliżam się do niego. I za każdym razem dziwię się, że muszę biec tam (pokazuję palcem przed siebie), by dogonić moje serce, które jest tu (pokazuję na pierś). I przepraszam je, bo to przecież ja je wygnałem… nie tylko ja…

I widzę, że mój bieg jest modlitwą, jest ćwiczeniem duchowym. Jak mam pokochać Boga, gdy nie kocham siebie? A jak mam siebie pokochać, gdy nie wiem, kim jestem? A moje serce tak odległe, że go nie poznam, nim nie dogonię. Więc biegnę…