Archiwum kategorii: Męskie działanie

20 rzeczy, które możesz zrobić z ojcem!

 

 

 

Podczas X Jezuickich Dni Młodzieży w Świętej Lipce odbyły się warsztaty o męskości prowadzone przez lidera naszej grupy Michała. Oto jeden z owoców tamtych spotkań:

Lista rzeczy, które uczestnicy postanowili zrobić z własnym ojcem:

1. Zapytać o przeszłość, opowieści z młodości
2. Iść do kina
3. Zostać po mszy w kościele i razem posiedzieć na modlitwie
4. Zagrać w ping – ponga
5. Jechać na mecz Polski podczas Mistrzostw Świata
6. Zdrobić coś zamiast Jego, wyręczyć
7. Poprosić Go o pomoc, radę
8. Wspólnie ustalić prezent dla mamy
9. Kajaki razem
10. Zadzwonić i spytać jak leci w pracy
11. Obejrzeć film, który Tata lubił gdy był młody
12. Korzystać z Jego umiejętności- poprosić by nauczył czegoś
13. Wspólne oglądanie filmików na YouTube – takich, które Go zainteresują
14. Siłować się na rękę
15. Iść na piwo
16. Nauczyć Tatę obsługi Excela
17. Przekopać ogródek
18. Na grzyby się wybrać
19. Wieczór zdjęć- opowieści, wspomnienia
20. Wspólnie wykonać jakąś akcję, misję

Niech będzie i dla nas inspiracją!

Biegnę, by dogonić moje serce

Pasja do biegania pojawiła się u mnie już dawno. Nigdy nie potrafiłem być jednak dostatecznie wytrwały, by biegać regularnie. Miałem raczej kilkumiesięczne okresy treningów, oddzielone dłuższymi okresami stagnacji. Zawsze jednak w sercu miałem miłość do biegów. Na studiach udało mi się zacząć spełniać moje biegowe marzenia – najpierw przełamałem barierę 10km, szybko doszedłem do formy, która umożliwiła mi udział w półmaratonie (21km). Zwieńczeniem był udział w Maratonie Toruńskim, w czasie którego mimo bardzo złej pogody (upał) przełamałem swoją słabość i dobiegłem na metę. W miesiąc później dotknęła mnie kontuzja kolan, przez którą musiałem zaprzestać biegania.

Dostrzegłem, jak mocna – przynajmniej u mężczyzny –  jest relacja między ciałem a duchem. Niemożność biegania spowodowała osłabienie nie tylko mojej kondycji fizycznej, ale też i duchowej. Częściej niż poprzednio zaczęły męczyć mnie tzw. doły, radość gdzieś uleciała. Natrętnych myśli, z którymi wcześniej łatwiej dawałem sobie radę, teraz nie potrafiłem odeprzeć.

Blurred view of man running in snow

Kilka razy przez okres kilku lat próbowałem wrócić do biegania, mając nadzieję, że kolana mi na to pozwolą. Okazało się jednak, że poza kolanami, mam dodatkowego przeciwnika, który nie pozwalał mi biegać –  wewnętrznego lenia. Przez długi czas mojego marazmu wciąż go karmiłem. Teraz, gdy go zdemaskowałem, nie potrafiłem sobie z nim poradzić – wola, którą ćwiczyłem każdym treningiem, teraz była zbyt słaba. Wciąż jednak czułem wielkie pragnienie biegania. Było to coś, jakby z głębi mego serca. Rozpoczęła się wewnętrzna walka, która trwa do tej pory. Mimo, że mój leń był bardzo silnym przeciwnikiem, nie poddawałem się. Zrywów miałem kilkanaście. Wiem, że żaden nie był do końca przegrany. W końcu udało mi się przebiec dystans (najkrótszy z moich ‚maratońskich’ czasów) 12km bez wycieńczenia organizmu. Tak zaczął się miesiąc udanego biegania. Niestety obecnie znów nie biegam, ale się nie poddaję!

Każdy mój bieg ma coś wzniosłego. Niby zwyczajne ‚noga za nogą’, a jednak czuję, że robię coś dla siebie, coś dla swego serca. Wiem, że przez większość czasu nie dopuszczam serca do głosu. Podobno nasze najgłębsze pragnienia płyną właśnie wprost z serca, z tej najpiękniejszej naszej cząstki, w której Bóg ukrył nasze do Niego podobieństwo, w której wyrył nasze prawdziwe imię. Przez codzienne chodzenie na łatwiznę wyparłem się serca, zignorowałem je – nie liczyłem się z jego racjami.

Pascal powiedział: Serce ma swoje racje, których rozum nie zna. Sposobem  mojego rozumu na tą niedogodność było wygnanie serca ze ‚sztabu decyzyjnego’. I ono – zranione – uciekło w miejsca dla mnie niedostępne.

bieganie-zima

I właśnie podczas  biegania, szczególnie otoczony przyrodą, czułem, że moje serce daje się ‚zobaczyć’. Wiedziałem, że biegnąc przybliżam się do niego. I za każdym razem dziwię się, że muszę biec tam (pokazuję palcem przed siebie), by dogonić moje serce, które jest tu (pokazuję na pierś). I przepraszam je, bo to przecież ja je wygnałem… nie tylko ja…

I widzę, że mój bieg jest modlitwą, jest ćwiczeniem duchowym. Jak mam pokochać Boga, gdy nie kocham siebie? A jak mam siebie pokochać, gdy nie wiem, kim jestem? A moje serce tak odległe, że go nie poznam, nim nie dogonię. Więc biegnę…