Bokser z Auschwitz

Gdybym był nauczycielem historii, to co najmniej jedną lekcję poświęciłbym postaci Tadeusza Pietrzykowskiego. I nie zwracałbym uwagi na to, że program nauczania tego nie obejmuje. Drugie co bym zrobił, to poszedł do nauczyciela od w-fu i spytał czy czytał książkę „Bokser z Auschwitz. Losy Tadeusza Pietrzykowskiego” i czy mówił uczniom na zajęciach o tym bokserze, który podczas II Wojny Światowej znalazł się w Auschwitz i nokautował na ringu samych Niemców.

Aż dziw bierze i smutek, że postać Tadeusza Pietrzykowskiego „Teddyego” jest tak mało znana, a właściwie w ogóle nieznana i dopiero w 2012 roku (nie licząc publikacji J. Cieślaka i A. Molendy „Tadeusz Pietrzykowski „Teddy” 1917-1991”z 1995 roku) ukazała się książka ukazująca życie tego bohatera. Opisuje ona jego życie, zaś głównym wątkiem są Jego przeżycia obozowe i pojedynki bokserskie jakie toczył on na ringach Auschwitz i innych obozów gdzie był przenoszony, zaś stawką było przeżycie. Oto fragment:

„Więźniowie Polacy, którzy znali Teddy’ego z dużej odporności na ciosy (bo nieraz mimo tęgiego lania od blokowych czy kapo nie załamywał się), zasugerowali mu, czy nie stanąłby do walki z Walterem. Pochwycili to niemieccy kapo i zaproponowali, że dostanie pół bochenka chleba i kostkę margaryny za rozegranie walki z Walterem. Rechotali z zadowolenia, gdy ten propozycję przyjął, bo pewni byli lania, jakie sprawi Polakowi silniejszy i lepiej zbudowany niemiecki kapo. „Teddy” ważył wtedy 40 kg, a Walter około 70 kg.”

Albo ten:

„Rozpoczęła się walka. Zanim to nastąpiło, w umyśle jak błyskawica przewinęła mi się moja uprzednia kariera bokserska: sylwetka trenera Stamma, pierwsza i ostatnia walka. Wiedziałem jedno – że muszę walkę wygrać. Nie wiem, kto z nas był lepszym bokserem. Są jednak takie chwile, gdy rzeczy niemożliwe stają się rzeczywistością. (…) Kiedy Walter poszedł na mnie z wpół opuszczonymi rękami, uderzyłem go lewym prostym. Zdublowałem cios jeszcze raz i jeszcze raz. Dünning oganiał się ode mnie jak od muchy. Później skontrowałem go prawą ręką na szczękę. Cios doszedł celu, aż Walterowi odskoczyła głowa, stanał, ja odskoczyłem). Walter znów ruszył do przodu więc zrobiłem unik w lewo i przepuściłem go obok siebie – przyjmując pozycję obronną. Kiedy znów rzucił się do ataku wykonałem silny „prawy cep”.(…) W drugiej rundzie „Teddy” robił wszystko, żeby uniknąć ciosu. Oprócz tego próbował też atakować. Ciągle powtarzał sobie słowa mistrza Feliksa Stamma: ”Nie ma rzeczy niemożliwych, walcz do końca”. Walter nie zdołał uniknąć lewego sierpowego. Pod jego nosem pojawiło się sporo krwi.”

I jeszcze jeden:

„Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę, który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to była jakby »transfuzja wiary«, bodziec dodający otuchy, że przecież Jeszcze Polska nie zginęła

To tylko niektóre fragmenty i to wcale nie najlepsze. Ale więcej cytował nie będę, żebym nie miał czasem problemów z prawami autorskimi, czy czymś w tym rodzaju.

Jest też w książce poruszony wątek przyjaźni obozowej z Witoldem Pileckim (tak, tak… chodzi o tego, co później został skazany na karę śmierci przez władze komunistyczne).

Jest o organizacji konspiracyjnej w Auschwitz stworzonej przez rotmistrza Pileckiego do której należał też Tadeusz Pietrzykowski „Teddy”, jako jeden z  głównych jej członków.

I jest też o przyjaźni obozowej Teddyego… uwaga teraz… z  samym Maksymilianem Kolbe i kilka ciekawych bardzo historii z tym związanych, ale nie będę teraz zdradzał.

Książka też porusza w pewnym momencie historię statków niemieckich wyładowanych więźniami z obozów, zbombardowanych i zatopionych przez RAF (statek „Cap Arcona” na 4600 wieźniów uratowało się 350 osób, statek „Thielbeck” mieścił  2800 więźniów, przeżyło 50 osób w tym 22 Polaków). Ginęli tam przyjaciele Teddyego.

Oczywiście powinienem przedstawić tę książkę w kontekście męskości. Myślę, że chyba w tym wypadku nie trzeba wyjaśniać, albo argumentować, że to jest męska książka. Mimo, że pisana przez kobietę.

 

                                                                                         Jarosław Dąbrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *