Bóg jest ojcem

Człowiek wierzący stara się zrozumieć Boga – tego, którego kocha. Aby to zrobić, aby uporządkować myśli, nadaje mu różne imiona. Mówi się, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym, pocieszycielem, lekarzem. Co więcej, sam Chrystus robi to samo. Sam nazwał się Dobrym Pasterzem, a w modlitwie używał zwrotu: Ojcze. Ponieważ sam jestem ojcem, ten ostatni tytuł szczególnie mnie porusza. Chciałbym być ojcem na Jego podobieństwo, uczyć się od niego tego trudnego zadania. Chciałbym, by przez obcowanie ze mną, moje dzieci poznały Boga, aby stworzyły w swoich umysłach takie Jego obrazy, które pomogą im na drodze wiary.

Często jednak dzieje się rzecz odwrotna: przyglądając się dzieciom, zaczynam lepiej rozumieć Boga i moją z Nim relację. Odbieram to jako jeden ze sposobów, w jaki Bóg się ludziom objawia, w jaki odkrywa Swoją Tajemnicę, a także jako sposób, w jaki pozwala nam dotrzeć do siebie samych.

Muszę przyznać, że ciężko znoszę płacz dzieci. Denerwuje mnie, że płaczą ,,z byle powodu”. Wiem, że dla dzieci te powody nie są małe, skoro tak płaczą, ale i tak myślę, że mogłyby sobie po prostu pochlipać, a nie ryczeć wniebogłosy. Dla przykładu, dzieci płaczą, gdy nie pozwoli się im wziąć czegoś, co mogłyby zepsuć, albo czegoś, co mogłoby im zaszkodzić. Płaczą, gdy muszą zrobić coś, czego nie lubią, gdy mają iść spać. Płaczą, gdy nie da się im słodyczy (a inne osoby jedzą). Płaczą też, gdy – starając się je dobrze wychować – każemy im respektować zasady i karcimy lub dajemy odczuć konsekwencje ich czynów. Zezłoszczone nie chcą rozmawiać, dąsają się. Płaczą też, gdy czują się niepewne. Niedawno moja córka zaczęła płakać, gdy została wieczorem na spacerze trochę za nami, tak, że przez chwilę nas nie widziała.

Nie raz irytują mnie te ich humory, ale zdaję sobie sprawę, że… ja się zachowuję tak samo. Gdy jest mi ciężko, bo nie spotkało mnie to, czego bym oczekiwał, buntuję się. Gdy spotka mnie przykrość, narzekam na Boga. Gdy stracę coś cennego, ogarnia mnie złość. Gdy nie czuję Bożego błogosławieństwa, skarżę się. Różnica jest taka, że o ile ja w relacji do dzieci jestem czasem niesprawiedliwy lub zamiast miłością kieruję się emocjami, On postępuje wobec nas zawsze z miłością, pomny na nasze dobro(chcę w to wierzyć). Bóg, mając na uwadze nasz rozwój i chcąc dla nas szczęścia, stosuje odpowiednie do celu metody wychowawcze. Nie są to te same metody, których my sobie życzymy, tak jak dzieci nie zawsze życzą sobie tego, co my im dajemy. Czasem Bóg daje nam pocieszenie, ale strapienie jest również na podorędziu. Czasem coś stracimy, czasem skręcimy kostkę, a czasem ktoś nam pomoże w trudnej chwili.

Nie jestem w stanie zrozumieć drogi, którą Bóg mnie prowadzi. Często dopiero po czasie przychodzi refleksja, że trudna sytuacja przyniosła dobre owoce: wzmocniła mnie, nauczyła wybaczać, doceniać innych ludzi, ukierunkowała na to, co ważne albo pokazała że idę złą drogą. Moja złość na Boga i mój smutek są takie same, jak moich dzieci, tylko inaczej wyrażane.

Pomocą w trudnych momentach żalu do Boga może być pielęgnowanie w sobie przekonania, że wszystko to, co nas spotyka, a co od Boga pochodzi, jest dla nas dobre. My tego nie jesteśmy w stanie zrozumieć tak samo, jak nasze dzieci nie rozumieją, że muszą posprzątać zabawki (Jego drogi nie są naszymi drogami). Zawsze wtedy, gdy udało mi się przylgnąć do tej prawdy, przychodził spokój i ufność. Może to się nazywa wiara w Boga?

Boże, przyjaźń z Tobą nie jest łatwa. Trudny i wymagający Ojcze, naucz mnie ufać Twojej wychowującej Miłości. Naucz mnie cierpieć niedostatek i obfitować, owocnie przeżywać strapienia, pocieszenia i wszystko to, co w Twojej ojcowskiej Mądrości mi przeznaczyłeś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *