Wszystkie wpisy, których autorem jest Marcin

Faustyna – film o „niecukierkowej” świętej

Z filmami religijnymi jest zazwyczaj tak, iż po zakończeniu seansu widz ma pretensje do siebie („po co wydałem pieniądze na taki badziew?!”), reżysera („co on za szajs nakręcił”), Pana Boga („no tak, taki Jan Paweł II to był święty człowiek, a ja co?!”) i całej reszty mniej lub bardziej zaangażowanych w religię ludzi.

Czytaj dalej Faustyna – film o „niecukierkowej” świętej

„Prowadź mnie, Światło”

Gdy Trzej Królowie zdążali do żłóbka, w którym narodził się Jezus, dali pokierować się Gwieździe. A mieli wszystko. Byli królami, posiadali bogactwa i wiedzę, a dali się poprowadzić. Tak samo my powinniśmy umieć oddać się Opatrzności i pozwolić, by nami kierowała. Pamiętajmy o tym nie tylko wtedy, kiedy jest źle i łatwiej nam upokorzyć się i uklęknąć lub tylko od święta. Niech poprowadzą nas tu rozmyślania kardynała Johna Henry’ego Newmana:

Czytaj dalej „Prowadź mnie, Światło”

Dlaczego mężczyźni fascynują się sportem?

Chyba każda kobieta zastanawia się, dlaczego mężczyźni tak bardzo uważnie śledzą mecze i przeżywają je często dość… intensywnie. Skąd te dzikie wrzaski radości czy dni depresji po przegranej wspieranego zespołu czy zawodnika? Oto próba mojej odpowiedzi na pytanie.

kibice

Myślę, że aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba dobrze znać naturę mężczyzn… i kobiet. Otóż, Drogie Panie, jakiego rodzaju programy Wy oglądacie najczęściej? Filmy, seriale, w dużej mierze obyczajowe. Otóż tego rodzaju produkcje mają to do siebie, że zakończenie jest łatwiej lub trudniej, ale praktycznie zawsze do przewidzenia, gdyż jest ono od początku do końca wyreżyserowane. Kiedy dostrzegamy, że Jim kocha Helen, już praktycznie pewne jest, że będą oni razem, kwestia tylko, ile przeszkód na ich drodze do wspólnego szczęścia postawi reżyser. I chyba tylko garstka filmów kończy się źle dla głównego bohatera. Dla konfrontacji weźmy tu przykład meczu piłki nożnej. Tutaj wszystko rozgrywa się na bieżąco, a wynik poznać możemy dopiero po jego zakończeniu, gdyż nikt go nie ustala wcześniej. Piłkarze, kiedy wychodzą na murawę muszą dać z siebie wszystko, aby osiągnąć dobry wynik i może przy okazji uczynić widowisko ciekawym, co jest kolejnym elementem działającym na korzyść piłki.

Do tej nieprzewidywalności dochodzi element współzawodnictwa. Czy ci, których wspieram okażą się lepsi od tych drugich? Jeśli tak, to będzie znaczyło, że jestem po tej właściwej stronie i też jestem lepszy. Podbudowane jest to zakorzenionym głęboko w mężczyznach pędem do polowania. Zwycięstwo oznacza tutaj zdobycie pucharu czy też innej wartościowej nagrody będącej ukoronowaniem tego rytuału.

Jest też aspekt… zdrowotny. Naukowcy w czasie Mistrzostw świata zauważyli, że w kraju, którego reprezentacja wygrała więcej meczów, odnotowano w czasie danego turnieju mniej zawałów serca niż w analogicznych latach wcześniej. Dzieje się tak ze względu na działanie naszego układu hormonalnego. Przede wszystkim następuje wtedy wzrost adrenaliny i co za tym idzie przyspieszone bicie serca, a przy okazji zaobserwować można zwiększenie ilości testosteronu w organizmie. Z tym ostatnim bywa jednak różnie, gdyż przyczynia się on do wzrostu agresji, co powoduje wszelkie burdy i bójki w wykonaniu kibiców.

running

Z czym według pań mężczyźni mają największe problemy? Większość zapewne w jednej chwili odpowie, że z wyrażaniem emocji. Przypomnijmy sobie teraz obraz panów oglądających mecz, czy nadal możemy to stwierdzić? Właśnie. Zawody sportowe pozwalają panom wyjść ze skorupy kogoś, kto ma wszystko pod kontrolą i przy tej okazji mogą uzewnętrznić swoje najgłębsze emocje.

Mężczyźni najczęściej oglądają mecze w towarzystwie innych mężczyzn, co bardzo mocno wpływa na budowanie przez nich więzi oraz często wspólnoty. Warto na to zwrócić uwagę, zwłaszcza że coraz trudniej dziś o budowanie głębszych relacji. Może więc spróbować zacząć od zwykłego wspólnego obejrzenia meczu? A może warto, by panie zastanowiły się nad towarzyszeniem swoim mężczyznom w trakcie rozgrywek? Może tym chętniej będzie potem chcieli chodzić z nimi na zakupy?