Święty Franciszek z Asyżu

franciszek01

Osoba św. Franciszka (właściwie – Jana Bernardone) nawet po ośmiu wiekach rodzi w człowieku zdziwienie, budzi sprzeciw. Po spotkaniu się ze świętym z Asyżu pytania wprowadzają niepokój, zamęt w duszy. Zaprowadzają do wnętrza ludzkiego pożądany chaos. Pożądany, gdyż ten chaos, gdy wykona swoje, paradoksalnie zaprowadza harmonię! A ład jest wpisany w naturę człowieka. Ten „Boży chaos” nawiedził też samego św. Franciszka i ukazał mu, co ma czynić, aby teraz wielu mężczyzn szukających sensu egzystencji, szukających prawdziwych wartości, szukających po prostu siebie, chciało poznać życie Biedaczyny z Asyżu i nauczyć się od niego bycia… Właśnie, św. Franciszku: Kim ty byłeś? Dlaczego czuję, że i moją duszę ogarnia… chaos?

John Eldredge, amerykański pisarz i psycholog, twierdzi, że o tożsamości prawdziwego mężczyzny stanowi stoczona bitwa, uratowanie Pięknej i przeżyta przygoda przez niego. Jan, urodzony w 1181/82r., syn Piki i Piotra Bernardone, marzył o zostaniu sławnym rycerzem. Już w 1202r. uczestnicząc w bitwie między Asyżem a Peruggią przy moście św. Jana zostaje wzięty do niewoli, a trzy lata później dzielnie rusza do Apulli. Pragnął stać się wojownikiem walczącym z mieczem przeciwko drugiej osoby. Pragnął mieczem i poza sobą poszukać swoją męskość. Poza sobą Jan Bernardone szukał bijącego w nim serca, dzikiego serca! Bóg wiedział, że błądzi, dlatego w Spoleto w tajemniczym śnie pyta się Franciszka: „Komu chcesz służyć? Panu czy słudze?” Franciszek przeżywa dylemat. Nie wie, komu winien umywać i całować stopy. Odpowiedzi począł szukać od powrotu do Asyżu, skąd wkrótce wybiera się do Rzymu, by tam nawiedzić groby naocznych świadków Jezusa Chrystusa – Apostołów. A gdy pojawił się w rodzinnej miejscowości, bierze udział w święcie asyskiej młodzieży i zostaje obwołany jej królem! W hulankach, winie, beztroskich igraszkach młodzieńczych też toczył walkę o bycie mężczyzną. Ale i tutaj jego poszukiwania były daremne. Przegrywał. Był nienasycony…

Bóg czekał na ten stan jego duszy. Pewnego dnia Franciszek jadąc konno, nieopodal Asyżu, spotyka ówczesnego pariasa. Zejście Franciszka z konia, ofiarowanie biedakowi jałmużny i przekazaniu mu znaku pokoju doskonale komentuje sam „miłosierny samarytanin” pisząc w Testamencie: „…gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała” (T,1-4)! Co za fenomen! Przezwyciężając samego siebie, stoczywszy bitwę w głębi własnego serca – poznał siebie! Poznał słabości, nieuporządkowane pożądliwości, uprzedzenia Jana Bernardone. Przekroczył próg osobistych ograniczeń i przekonał się, że w życiu nie jeden raz coś wydając się gorzkie, w istocie jest słodyczą duszy i ciała! Franciszek za tym progiem odnalazł drogę nie tylko do męskości. A uczynił to dzięki trędowatemu! Ujrzał przestrzeń nadziei na czynienie miłosierdzia! Od teraz do urzeczywistniania miłości posiada moc ewangelicznego samarytanina, siłę prawdziwego mężczyzny. Bóg stworzył Adama schodzącego z konia, Adama oddającego nie pieniądze, bo to jest tylko symbol, oddającego całego siebie; w końcu – Trójca powołała Ciebie, dzisiejszy Adamie, do przekazywania znaku pokoju, jakim jest umycie i ucałowanie stóp trędowatego! „Komu chcesz służyć?” Pamiętasz? Franciszek już odpowiedział, i tak rodzi się mężczyzna.

Bóg był tym trędowatym, gdyż wedle słów Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40) Owa słodycz duszy i ciała zaprowadziła Franciszka w 1206r. do kościółka św. Damiana, gdzie usłyszał jakże porywający głos z krzyża: „Franciszku, idź napraw mój kościół, który rozpada się w gruzy”! Bezpośrednio skierowane słowa Najwyższego do Franciszka nie były tylko Bożym nakazem odbudowania Jego świątyni, ale „Bożym chaosem” wprowadzonym w jego duszę! Franciszek na owy wstrząs zareagował spontanicznie. Wobec bp Gwidona, miejscowego pasterza, oddał Piotrowi Bernardone mamonę, ubranie i ze zdumiewającym spokojem wyznał, iż od tej chwili pragnie nazywać swym ojcem jedynie Ojca Jezusa z Nazaretu. Hierarcha rozumiejąc dążenia jego serca, okrył nagiego Franciszka kapą. Wówczas syn asyskiej ziemi posłuszny wezwaniu Pana z gorliwością remontuje kościoły: św. Damiana, św. Piotra i Matki Bożej Anielskiej (Porcjunkuli). Niestety, Franciszek opacznie pojął posłannictwo Boga. Nie miał zbijać desek, ale odbudować duchowo i moralnie ówczesny Kościół Chrystusowy prowadzony przez zeświecczonych kapłanów. Nie miał zbijać desek, ale ludzkie serca z Bogiem – Miłością! Franciszek zrozumiał dopiero wypowiedź św. Pawła skierowaną do mieszkańców Koryntu: „Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście” (1Kor 3,17b), gdy w 1208r. na jednej z Eucharystii usłyszał słowa z Ewangelii mówiącej o rozesłaniu Apostołów (Mt 10, 5 – 16). Totalna przemiana wewnętrzna pozwoliła Franciszkowi na swoiste ryzyko, skok wiary – życie zaczął budować na fundamencie, jakim jest Chrystus (1Kor 3, 11). Wtenczas przystąpił do renowacji własnej świątyni – swojego sumienia, później zaś zaczął rzeczywiście „naprawiać kościół” Pana. Uczyniwszy tak, Franciszek uratował Piękną – odnowił duchowo Oblubienicę Chrystusa, Kościół. Tylko Lew Judy nadaje prawidłowy puls dzikiemu sercu mężczyzny! Jednak, co to znaczy budować na Jezusie? Franciszek odpowiada: Jeżeli chcesz, aby Twoje, Drogi Czytelniku, człowieczeństwo się rozwijało, aby na krętych drogach życia nie zatracić własnej tożsamości bycia wojownikiem Najwyższego, musisz miłować Go samego i drugiego człowieka, musisz wyryć w swoim nieokiełznanym sercu Dekalog wyzwalający z nałogów, słabości… Musisz też pamiętać o sakramentach. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale „weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa!” (2Tm 2,3). Franciszek wiedział, że aby być całym Boga, należy dokonać wyboru pomiędzy dotychczasowym, salonowym życiem a zaparciem się siebie, a wzięciem swojego krzyża (Mt 16, 24). Odważnie, jak dojrzały syn, który pamięta o tym, że opuści rodziców (Mt 19,5), publicznie zrzekł się bycia dzieckiem Piotra Bernardone, a z głęboka wiarą zaczął praktykować dziecięctwo Boże. Świadomy swej godności i posłannictwa był gotowy ruszyć w niezapomnianą podróż…

Autor „Dzikiego serca” przypomina o przeżyciu przygody, jako znaczącym czynniku do stania się prawdziwym mężczyzną. Franciszek, ufny w Opatrzność Bożą, ruszył z miłością do Pana przed siebie, a nawet za siebie, aby, jak za młodzieńczych lat, choć trochę inaczej, doświadczyć uroków przygody. Przygody z Bogiem i… braćmi.

Święty Franciszek kierowany przesłaniem z Ewangelii, podjął misję życia. Zaczął żyć Dobrą Nowiną w duchu triady rad ewangelicznych. W naśladowaniu Jezusa posłusznego, ubogiego i czystego był autentyczny. Jak niegdyś na całego się bawił na ulicach Asyżu, tak po nawróceniu radykalnie obrał ascetyczną drogę. I właśnie świadectwem doskonałości chrześcijańskiej imponował bliźnim, też swoim byłym kompanom z nocnych rozrywek, chociaż na początku musiał spotkać się z bolesnym niezrozumieniem, zdziwieniem, a nawet kpiną czy zwyczajną pogardą. Jednak był uparty po Bożemu – trwał przy wartościach wyznaczających mu kierunek jego przygody.

Postawa Franciszka pociągała za sobą rzesze nowych towarzyszy w czynieniu pokuty, gdyż widzieli we Franciszku przyjaciela Jezusa. A być przyjacielem Chrystusa oznacza zbieżność w myśleniu i działaniu (Flp 2, 2 – 5) i zjednoczenie woli swojej z wolą Mesjasza. Wypowiedzenie „tak” na inną wolę w rzeczywistości powoduje pokrzyżowanie własnych planów i możliwości. Franciszek akceptował taki stan. Tomasz Celano, pierwszy biograf św. Biedaczyny z Asyżu, stwierdził ponadto, iż św. Franciszek nie był człowiekiem modlitwy, ale samą modlitwą! Z rozmowy z Bogiem we Franciszku rodziły się rozmaite inicjatywy, jak chociażby założenie Zakonu Braci Mniejszych w 1209r., a nade wszystko wewnętrzna potrzeba głoszenia Chrystusa. Św. Paweł świadków Miłości ukrzyżowanej nazywał sługami waszej radości!

Teraz już wiem, kim byłeś św. Franciszku! Prawdziwym mężczyzną, człowiekiem o dzikim sercu, bratem mniejszym w ubogim stroju pokutnika w drodze! Ale świat do dzisiaj pamięta ciebie, jako sługę Ewangelii! Twój przykład pokornego życia porywa współczesnego człowieka i sprawia, że i rozpoczęta przez ciebie, Franciszku, przygoda nadal trwa…

Autor: br. Ambroży J. Okroy OFM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *